18 stycznia 2014

Epilog

17 lat później

Siedziałem na kanapie w naszym salonie przytulając do siebie moją żonę. Delektując się chwilą spokoju przypatrywaliśmy się dwójce naszych najmłodszych dzieci, które siedziały na dywanie sprawdzając które z nich wstrzyma oddech na dłużej. Bliźniaki, Nathaniel i Katherine, którzy obchodzili dziś swoje 17 urodziny byli na górze. Z tego co powiedziała mi Patricia, Nate pocieszał swoją siostrę bliźniaczkę, z która zerwał chłopak.
Jako ojciec chciałem sam to zrobić, ale moja żona stwierdziła, że nasz syn zajmie się tym lepiej i nie pozwoliła mi iść na górę.
Odwróciłem swoje spojrzenie od dzieci i zwróciłem je na opartą o moje ramię żonę. Mimo upływu tylu lat wciąż niezmiennie mocno ją kochałem. Mając czwórkę dzieci w naszym domu nigdy nie było spokoju. Jednak naszej dwójce nigdy to nie przeszkadzało. Kochaliśmy całą czwórkę i byli oni dla nas całym światem.
Przeniosłem dłoń na brzuch mojej żony, który skrywał nasze kolejne dziecko. Nikomu jeszcze o nim nie powiedzieliśmy, nie chcąc psuć urodzin bliźniaków. Stwierdziliśmy, że dopiero jutro powiemy o tym naszym dzieciom.
Patricia przeniosła swój wzrok na moją rękę, po chwili kładąc na niej swoją. Moje usta bez żadnego namysłu złożyły pocałunek na czubku jej głowy.
- Dziękuję. – powiedziałem w jej włosy.
Podniosła swój wzrok na mnie niemo pytając o co mi dokładniej chodzi.
- Wytrzymałaś ze mną tyle lat i wciąż mnie kochasz. – uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy słowa opuściły moje usta.
- Kochałam, kocham i będę kochać Niall. – uniosła swoją twarz go góry i złożyła krótki pocałunek na moich ustach.
- Zostawić was na chwilę i już się całujecie. – nasz najstarszy syn wkroczył do salonu, obejmują swoją siostrę.
Patricia uśmiechnęła się na te słowa, po czym kolejny raz złożyła pocałunek na moich ustach. Katherine zaśmiała się z reakcji swoje mamy i pociągnęła brata na kanapę obok nas.
- Jak się czujesz? – spytałem jej, widząc lekko czerwone oczy
- Już dobrze. – odpowiedziała z uśmiechem – Nate wie jak pocieszyć dziewczynę.
Chłopak uśmiechnął się na jej słowo, po czym przyciągnął ją do siebie i przycisnął usta do czubka jej głowy.
- Zachowujesz się jak tata. – nasz drugi syn skomentował zachowanie swojego brata
- Po kimś musiał odziedziczyć zachowanie w stosunku do kobiet. – Patricia splotła palce swojej ręki z moją wciąż leżąca na jej brzuchu.
- A teraz my chcielibyśmy o czymś z wami porozmawiać. – Katherine spojrzała swoimi niebieskimi oczami naszą dwójkę. – Dzieciaki chodźcie tu. – zawołała dwójkę młodszego rodzeństwa wskazując im miejsce na kanapie. Szybko zajęli wskazane miejsce szeroko się uśmiechając. Coś mi się zdaję, że cała czwórka dokładnie wiedziała o co chodzi i tylko ja z Patricią nie zostaliśmy poinformowani.
- O co chodzi? – moja żona jak zwykle nie należała do cierpliwych osób. Zaśmiałem się w jej włosy, na co tylko ścisnęła moją dłoń mocniej.
- Więc kiedy możemy się spodziewać narodzin kolejnego Horana? – Nate powiedział szeroko się uśmiechając.
- Skąd wiecie? – Patricia szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia
- Znalazłam wczoraj zdjęcie w kuchni. – Katherie uśmiechnęła się, bawiąc nerwowo pierścionkiem na swoim palcu. Miała taki sam odruch jak jej mama. – Czemu nam nie powiedzieliście?
- Chcieliśmy to zrobić jutro, już po waszych urodzinach. – wyjaśniłem, nie dając dojść do słowa mojej brunetce.
- Czemu? Albo mniejsza o to. – Nate zachowywał się jak zwykle – Kiedy możemy się spodziewać kolejnego członka rodziny?
- Za 7 miesięcy. – Patricia zdradziła datę, której nawet mi nie chciała powiedzieć, mówiąc że woli całej naszej piątce powiedzieć to razem.
Dzieciaki rzuciły się na nas, chcąc oczywiście pogratulować. Skończyło się to na rodzinnym uścisku, które jak zwykle sprawił, że moja żona miała szeroki uśmiech na twarzy.
- Kocham was wszystkich, wiedzie o tym? – spytała ocierając kilka łez, które spłynęły po jej policzkach
- My ciebie też mamo. – Nate wypowiedział się za całą czwórkę i tym razem złożył pocałunek na czole mamy, co znacznie ułatwił mu fakt, że był od niej wyższy.
Tą jakże uroczą chwilę przerwał dzwonek do drzwi, oznajmiający nam, że nasza kochana rodzinka i przyjaciele przyjechali świętować urodziny bliźniaków. Nate wypuścił Patricię z uścisku i biorąc swoją siostrę pod ramię ruszyli w kierunku drzwi przywitać się ze wszystkimi. Młodsza dwójka pobiegłam za nimi, a ja przyciągnąłem do siebie żonę, przytulając ją.
- Wychowaliśmy wspaniałe dzieci. – powiedziałem delektując się chwilą.
- To na pewno. – odparła, podnosząc głowę, która spoczywała na moim torsie. Uśmiechając się szeroko schyliłem głowę składając czuły pocałunek na jej ustach.
- Kocham cię mała. I nigdy nie przestanę.
- Ja ciebie też Niall. – chwyciła moją rękę splatając nasze palce i ruszyliśmy razem w kierunku korytarza z którego dochodziły wesołe śmiechy i powitania przybyłych gości.

************

Historia dobiegła końca. Prawdę mówiąc trochę mi z tego powodu smutno. Mimo iż czasami nie miałam ochoty już pisać i chciałem to przerwać, zawsze w końcu wracałam. Ale teraz już tak nie będzie. 59 654 wyrazów. To całe opowiadanie. 
Z całego serca dziękuję tym którzy czytali i komentowali. Naprawdę nie wiecie jaki uśmiech pojawiał się na mojej twarzy widząc, że podoba wam się to co piszę. :)
Na koniec, chciałabym poprosić żeby każdy kto czytał skomentował. Chciałabym zobaczyć ile osób to czytało. Więc jeśli moglibyście, byłabym wdzięczna.

Wiem, że są osoby, które chciałyby żebym zaczęła pisać kolejne opowiadanie. Zrobię to, ale potrzebuję trochę przerwy, żeby zebrać wszystkie pomysły i zaplanować to, co chciałabym napisać. Jeśli jesteście ciekawi, nowe opowiadanie pojawi się na tym blogu: http://rocherdream.blogspot.com/
Nie jestem pewna kiedy to się stanie, więc nie chcę wam podawać konkretnej daty. Chciałabym dodać prolog podczas moich ferii zimowych, ale nie wiem czy będzie to możliwe. Mimo iż bardzo bym chciała mieć dużo czasu, niestety szkoła zabiera go coraz więcej. Czas zacząć myśleć o własnej przyszłości.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy czytali moje wypociny. Czasami były lepsze, czasami gorsze, ale jednak mimo tego czytaliście je. Dziękuję Wam za to! ♥

To chyba pożegnanie z tym blogiem. Zawsze będę go miała gdzieś w sercu, bo jest to pierwsza historia którą doprowadziłam do końca. Nie usunę go, tak jak kiedyś planowałam. Może ktoś jeszcze kiedyś to przeczyta i mu się spodoba? Kto wie..

Pozdrawiam.
Patricia x.

11 stycznia 2014

Rozdział 41

DWA LATA PÓŹNIEJ

Siedziałam na kanapie w naszym salonie. Moje ręce spoczywały na pokaźnym już brzuchu, w którym znajdował się owoc naszej miłości. Okres ciąży był dość przyjemnym, pomijając częste zmiany nastrojów, moje zachcianki i nadopiekuńczość Niall’a. Chłopak bardzo się cieszył z faktu że zostanie ojcem i czasami denerwował mnie tym. Jednak wiedziałam czemu to robił i byłam mu wdzięczna,  że wytrzymywał ze mną w tym czasie. Sama miałam siebie czasami dość.
Dziś wieczorem Irlandczyk musiał udać się na nagranie wywiadu wraz z zespołem. Nie za bardzo podobał mu się fakt, że musi mnie zostawić samą, bo niedługo był wyznaczony termin porodu. Zgodził się w końcu, gdy Perrie obiecała mu, że wpadnie do mnie gdy jego nie będzie. Czekałam właśnie na nią, wspominają przy okazji chwilę z naszej przeszłości.

Pierwszym co przyszło mi do głowy był moment jak się poznaliśmy. Sama tego nie pamiętałam, ale w którymś z pudełek schowanym w szafie na górze spoczywały zdjęcia zrobione wtedy przez mamę mojego męża. Historię która się wtedy wydarzyła poznałam dzięki opowieści jej i mojej mamy.


Miałam wtedy jakieś dwa lata, a Niall pięć. Mieszkaliśmy niedaleko siebie, więc nie było niczym dziwnym, że nasze mamy zabrały nas na plac zabaw znajdujący się niedaleko. Najpierw byłam tylko ja z moją mamą. Ona siedziała na jednej z ławek przypatrując mi się, a ja bawiłam się w piaskownicy znajdującej się niedaleko. Byłam wtedy malutka, więc bała się o mnie. Dookoła było nie za dużo dzieci, gdyż większość z nich wyjechała gdzieś na wakacje. Kilka minut później w to samo miejsce przyszła pani Horan ze swoim młodszym synem. Sama zajęła miejsce obok mojej mamy, a chłopczyk ruszył w stronę zabawek. Obie kobiety szybko znalazły wspólny temat i zajęły się rozmową, co jakiś czas spoglądając na swoje dzieci, chcąc się upewnić że wszystko z nami w porządku.
Nieśmiały Niall najpierw wybrał inną zabawę, ale po pewnym czasie, widząc że bawię się sama i żadne z dzieci nie zwraca na mnie uwagi przyszedł do mnie. Moja mama zawsze mówi, że gdy zaczęliśmy się ze sobą bawić uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy. Może jest w tym jakaś prawda, bo do tej pory przebywając w swoim towarzystwie, w większości to one goszczą na naszych twarzach.
Gdy był już czas zbierać się do domów, ani Niall ani ja nie chcieliśmy jeszcze iść. Nasze mamy widząc to, obiecały że zobaczymy się kolejnego dnia. Widząc, że chłopak nie był tym bardzo przekonany, jego mama zaoferowała że nas odprowadzą. Wtedy właśnie powstało jedno ze zdjęć. Mały chłopczyk trzymał mnie mocno za rękę gdy szliśmy przed naszymi mamami w kierunku mojego domu. Gdy już dotarliśmy do celu to ja nie chciałam żeby już szli. Pociągnęłam Niall’a za sobą na nasze podwórku i zaprosiłam do wspólnej zabawy w basenie stojącym na nim. Zanim nasze mamy zdążył cokolwiek zrobić oboje, wciąż ubrani, byliśmy już cali mokrzy.
Pani Horan, nie chcąc wracać z przemoczonym chłopcem, przystała na propozycje mojej mamy i zostali u nas na jeszcze trochę. Podczas gdy my się bawiliśmy, one rozmawiały ze sobą.
Ostatnie ze zdjęć z tego dnia, które Niall powiesił w ramce na ścianie przy schodach przedstawiało naszą dwójkę śpiącą sobie na kocyku w ogrodzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że już wtedy spałam przytulona do starszego ode mnie chłopaka, a ten trzymał mnie mocno.
Tamtego dnia zaczęła się nasza przyjaźń.


Skierowałam swoje spojrzenie w kierunku schodów, gdzie jako pierwsze wisiało właśnie to zdjęcie. Niall kilka miesięcy po naszym ślubie postanowił powiesić nasze wspólne zdjęcia na ścianie przy schodach. Nie mówiąc mi nic o tym, podczas gdy ja wyjechałam na jakiś turniej, on wybrał kilka zdjęć z czasów gdy byliśmy zarówno mali jak i również starsi. Ostatnie miejsce teraz zajmowało zdjęcie wykonane kilka tygodni temu, zrobione przez któregoś z naszych przyjaciół. Nie byłam do końca pewna kto jest jego autorem, gdyż Niall nie chciał mi tego powiedzieć i po raz kolejny, w tajemnicy przede mną powiesił je tam. Ktoś uchwycił na nim moment, gdy siedziałam na kanapie, a chłopak kucał przede mną rozmawiając z moim dużym brzuchem.
Odwracając wzrok od schodów wróciłam do wspominania naszej wspólnej przeszłości.
Czas pierwszego rozstania był dla nas bardzo trudny.


Ten sam park, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy. Oboje go uwielbialiśmy i gdy tylko mogliśmy spędzaliśmy tu dużo czasu. Siedziałam na kolanach wówczas dwunastoletniego chłopka. Płakałam, a on przytulał mnie mocno do siebie i próbował uspokoić.
- Będzie dobrze mała. – szeptał mi do ucha
- Ale ja wyjeżdżam. Jutro. – wciąż chlipałam.
Niall nic sobie z tego nie robił i wciąż mnie przytulał co jakiś czas całując w czubek głowy lub uspokajająco głaszcząc po plecach.
Spędziliśmy wtedy w tym parku dobre kilka godzin. I nawet na chwilę nie zostałam wypuszczona z objęć mojego najlepszego przyjaciela.
- Kiedyś się jeszcze zobaczymy. – obiecał mi, gdy żegnaliśmy się pod moim domem.
- Będę na to czekać.
Chłopak przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło. Zawsze to robił żeby mnie uspokoić. W odpowiedzi wtuliłam się w niego mocniej. Ten dzień był zdecydowanie męczący dla naszej dwójki.


Lata rozłąki były trudne dla nas obojga. Każdy przeżywał je na swój sposób, ale dla mnie tamten okres był częściowo najgorszym jaki miałam w życiu. Teraz na szczęście nie musiałam się już o nic obawiać. Miałam kochającego mnie męża, dzięki to któremu spotkaliśmy się znowu.


Byłam w klubie i po kilku godzinach byłam już zmęczona. Kończąc ostatniego z drinków stałam przy barze. Odwróciłam się w kierunku blatu chcąc odstawić pustą już szklankę. Gdy szkło dotknęło drewna, usłyszałam za sobą znajomy głos.
- Przepraszam, ale wyglądasz jak moja przyjaciółka.
Odwróciłam się, a zdumiony właściciel tego tak dobrze znanego mi głosu spojrzał na mnie.
- To ty! – krzyknął wpatrując się w moje oczy.
Pokiwałam głową w odpowiedzi, a uśmiech wstąpił na moją twarz. Tak bardzo chciałam się z nim zobaczyć przez te wszystkie lata.
- Tyle lat. – wydusił z siebie i przyciągnął mnie do siebie, mocno przytulając – Tak bardzo tęskniłem mała.
Uśmiechnęłam się słysząc jak mnie nazwał. Wiem, że jestem niska, ale tylko on mógł mnie tak nazywać od zawsze. Jeśli robił to ktokolwiek inny okropnie mnie to denerwowało. Uniosłam swoją głowę, spoglądając w jego błękitne oczy, które tak uwielbiałam.
- Ja też Niall.
Objęłam go ramionami i przytuliłam się do niego niepewnie. Nie wiedziałam czy tęsknił za mną, czy wciąż chce się przyjaźnić. Moja przeszłość stanęła mi wtedy przed oczami.
Chłopak chwycił moją rękę i pociągnął w kierunku drzwi. Chwilę potem znaleźliśmy się już na zewnątrz, z dala od głośnej muzyki.
- Porozmawiamy? – spytał chłopak z nadzieją w głosie. Nie mogłam mu odmówić. Nie chciałam tego robić.
- Jasne. Chodźmy do mnie. Mieszkam niedaleko. – zaoferowałam swoje mieszkanie jako miejsce rozmowy, nie chcąc odbywać jej tu czy w jakimś innym nieznanym mi miejscu. Tam czułam się bezpieczna i pewna siebie.
- Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? Jest prawie druga w nocy. – chłopak oczywiście nie miał pojęcia że nie mieszkam już z moimi rodzicami.
- Mieszkam sama. Ich dom jest w Nowym Jorku. – odparłam cicho, nie chcąc teraz poruszać tego tematu.


Jeden wypad do klubu, a zmienił tak wiele. Przywrócił do mojego życia osobę, za która tak bardzo tęskniłam i która znaczyła dla mnie tak wiele. I wciąż znaczy.
Moja prawa ręka pogłaskała brzuch. Wspominanie Niall’a chyba spodobało się dzieciom, bo wierciły się i kopały. Już teraz mogłam powiedzieć, że będziemy mieli z nimi ciężko. W genach przekazaliśmy im chyba nasze pokłady energii. Jednak nie przejmowałam się tym. Będę miała więcej osób do kochania.
Moje myśli po raz kolejny powędrowały do przeszłości. Miesiąc po naszym pierwszym spotkaniu miała miejsce sytuacja która zmieniła tak wiele. Na szczęście na lepsze.


Miałam wyjechać i ostatnią noc spędzałam w mieszkaniu mojego najlepszego przyjaciela. Mieliśmy robić gofry, ale nasze plany trochę się zmieniły. Gdy chciałam włączyć mikser, żeby połączyć wszystkie składniki, usłyszałam śmiech za plecami i chwilę później na mojej głowie znalazła się mąką. Zdziwienie, które było moją pierwszą reakcją, szybko zamieniło się w śmiech i nie pozostałam dłużna chłopakowi, co skończyło się wojną na mąkę. Po kilku chwilach, gdy chciałam rzucić w Niall’a kolejną porcję białego proszku ten podszedł do mnie i objął w talii.
- Może czas zakończyć wojnę? – spytał patrząc się w moje oczy
- Czyżbyś się poddawał? – uśmiechnęłam się, wpatrując się w jego hipnotyzujące niebieskie oczy – A co będę z tego miała?
Chwile później twarz chłopaka przybliżyła się po mojej, a ostatecznie nasze usta złączyły się. Mój szok trwał może trzy sekundy, a później zaczęłam oddawać pocałunek. Moje dłonie przeniosły się na jego kark przyciągając go do siebie bliżej.
- Chyba wybraliśmy zły moment na odwiedziny. – za plecami usłyszałam głos Harry’ego, czego skutkiem było przerwanie naszego pocałunku. Widząc całą czwórkę w drzwiach, schowałam moją twarz w brudnej koszulce mojego przyjaciela. Sama nie wiedziałam co myśleć w tym momencie.
Usłyszałam za plecami śmiech Lou, a chwilę później Niall przytulił mnie do siebie, jakby chroniąc przed swoimi przyjaciółmi.
W mojej głowie krążyła tylko jedna myśl. Musiałam wydostać się z tego miejsca. Opuściłam bezpieczne ramiona Irlandczyka.
- Posprzątajcie tu. Ja muszę się przejść. – po tych słowach opuściłam kuchnię, a chwilę później i mieszkanie blondyna.


Dopiero kilka miesięcy później Niall opowiedział mi co działo się po moim wyjściu. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że ta czwórka posprząta kuchnie chłopaka, żeby on mógł spokojnie zadręczać się. Jednak ostatecznie tamta niezręczna sytuacja zakończyła się początkiem naszego związku.


- Kim dla siebie jesteśmy? – spytałam prostu z mostu
- Chciałbym być kimś więcej niż przyjaciółmi. – powiedział niepewnie – Nie chcę cię stracić, ale to uczucie jest silne.
Popatrzyłam na niego, nie okazują na zewnątrz tego co czułam w środku. Zgadzałam się z nim. Nie chciałam go stracić, ale chciałam być kimś więcej.
Zawstydzony i chyba smutny blondyn odwrócił swój wzrok i chciał wstać. Jednak złapałam jego dłonie i splotłam z moimi.
- Czuję się podobnie. – powiedziałam również niepewnie
Jego twarz momentalnie skierowała się w moją stroną. Oczy zaświeciły blaskiem, którego od kilku dni w nich brakowało. Teraz już miałam pewność, co było przyczyną tego ponurego Niall’a. Przysunął się do mnie i niepewnie spytał:
- Czyli mogę cię nazwać moją dziewczyną?
Pokiwałam głową wpatrując się w jego niebieskie oczy. Po chwili jednak znikły mi z widoku. Za to znalazłam się w objęciach MOJEGO Niall’a.


Będą przy Niall’u zawsze czułam się bezpieczna. Długie rozłąki nie sprzyjały byciu blisko siebie, jednak wiedziałam, że gdy będę go potrzebować on zawsze będzie przymnie. Po raz pierwszy pokazał mi to wtedy, gdy najmniej się tego spodziewałam.


Leżałam w szpitalnym łóżku wpatrując się w biały sufit. Nienawidziłam szpital, a przez własne zaniedbanie i jedną głupią kontuzje byłam tu już drugi dzień. Bardzo chciałabym mieć tu mojego chłopaka, jednak widziałam że on nie może tu być. Jego praca była ważniejsza i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie może od tak zostawić zespołu. Dlatego też nic mu nie powiedziałam. Z drugiej strony nie miałam za bardzo jak, bo moi przyjaciele nie chcieli mi dać mojego własnego telefonu. Uważali, że powinnam odpoczywać, bo właśnie przez brak tej niby tak zwykłej czynność się tu znalazłam.
Słysząc dźwięk otwierany drzwi skierowałam mój wzrok w ich kierunku. Nie potrafiłabym opisać swojego zdziwienia w momencie, gdy zobaczyłam w drzwiach osobę, której za żadne skarby nie spodziewałabym się tu zobaczyć.
- Niall? – spytałam zszokowana – Co ty tu robisz?
- Mellanie do mnie zadzwoniła. – jedno krótkie zdanie, a spowodowało kłótnię w mojej głowie czy powinnam zabić moją przyjaciółkę czy też jej podziękować.
Chłopak znalazł się obok mojego łóżka i usiadł na stojącym obok krześle.
- Powinieneś być z zespołem. – powiedziałam to, co siedziało w mojej głowie cały czas.
- Nie. – lekki uśmiech pojawił się na twarzy blondyna – Jestem tu gdzie powinienem.


Ostatecznie Mellanie została ocalona od zginięcia, a mój chłopak zabrał mnie do Londynu i opiekował się dopóki nie wróciłam do zdrowia.
Mimo wielu właśnie takich chwil, gdzie jedno z nas opiekowało się tym drugim albo po prostu byliśmy ze sobą, pojawiały się też kłótnie. Jeden okres, którego wolałabym nie pamiętać, był najgorszy. Żadne z nas nie było wtedy w najlepszy nastroju i przez kilka dni kłóciliśmy się praktycznie o wszystko. Na szczęście zakończyło się to dobrze.


Zdenerwowana i z łzami spływającymi po moich policzkach zadzwoniłam dzwonkiem, mając nadzieję że Perrie jest w domu. To było pierwsze miejsce jakie przyszło mi do głowy po wybiegnięciu od Niall’a. Moje mieszkanie nie nadawało się do schowania po kłótni, bo byłoby to pierwsze miejsce gdzie chłopak by mnie szukał.
Ku mojemu szczęściu drzwi otworzyły się chwilę po naciśnięciu dzwonka. Stanął w nich zdziwiony Malik, jednak widząc mnie i to w jakim stanie byłam wpuścił mnie do środka, a chwilę później zamknął w swoich ramionach. Próbował dowiedzieć się co się stało, jednak w chwili gdy przytuliłam się do niego dałam upust swoim emocją i rozpłakałam się na dobre. Wciąż trzymając mnie w objęciach chłopak ruszył w kierunku salonu, a ja chcąc nie chcąc podążyłam za nim.
- Co się stało? – przerażony głos Perrie dotarł do mnie w chwili gdy przekroczyliśmy próg salonu
- Nie mam pojęcia. – odparł jej Zayn, wciąż mnie do siebie przytulając
Chwilę później znalazłam się w objęciach przyjaciółki, która poprowadziła mnie do jednego z pokoi znajdujących się na piętrze. Zamknęła za nami drzwi i pozwoliła po prostu leżeć na łóżku i płakać, głaskając przy tym moje plecy. Nie pytała o nic ani nic nie mówiła. Mimo iż nie znałam jej tak długo jak Mellanie czy Cody’iego, wiedziała czego mi potrzeba.
Gdy wreszcie przestałam płakać, zmieniła swoją pozycję i moja głowa spoczęła na poduszce leżącej na kolanach przyjaciółki.
- Chcesz porozmawiać? – pytanie opuściło usta dziewczyny gdy ta odgarniała włosy, które przykleiły się do moich mokrych policzków
- Nie wiem. – odparłam odwracając wzrok
Drzwi do pokoju uchyliły się, a my obie skierowałyśmy na nie wzrok. Do środka zajrzała głowa Zayn’a,
- Mogę wejść? – spytał niepewny, ale widząc potwierdzającą odpowiedź z mojej strony wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Usiadł pomiędzy nogami moimi i Perrie, przyglądając się nam uważnie.
- Niall znów coś nabroił? – spytał po chwili ciszy, przyglądając się mojej reakcji na te słowa. Pokiwałam głową w odpowiedzi, nie chcąc o tym rozmawiać.
- Wiesz, on już taki jest. – zaczął chłopak. Perrie chciała go uciszyć, ale nie pozwoliłam jej na to, chcąc posłuchać co też mulat ma do powiedzenia. – Kocha cię i wszyscy to wiemy. Czasami po prostu nie myśli zanim coś powie albo zrobi i krzywdzi tym tych, których najbardziej na świecie nie chciałby skrzywdzić.
- Ostatnio robił to zbyt często. - po tych słowach chłopak zamilkł. Podejrzewałam, że nie wiedział co powiedzieć.
Po jakimś czasie, chciałam wyjść i pozwolić Perrie i Zayn’owi zająć się sobą, jednak żadne z nich nie pozwoliło mi tego zrobić. Ostatecznie zostawili mnie w tym pokoju, a sami poszli na dół. Wciąż leżąc i przytulając się do poduszki, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie dźwięki dochodzące z korytarza.
- Niall, nie wiem czy to dobry pomysł. – po głosie Malika mogłam poznać że był zdenerwowany. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jego słów. Niall tu jest. Znalazł mnie. Szukał mnie.
- Nie obchodzi mnie to Malik. Muszę z nią porozmawiać! – mój chłopak podniósł głos irytując się.
- Ciszej! – do rozmowy włączyła się Perrie – Patricia śpi. Przepłakała tyle czasu, że jej się to przyda. Skrzywdziłeś ją Horan. Nie wiem co się stało pomiędzy wami, bo nie chciałam nam powiedzieć, ale skrzywdziłeś ją. Jedyne co wiemy to to, że ostatnio robiłeś to zbyt często.
- Chce z nią porozmawiać. – znałam Niall’a za długo, żeby nie usłyszeć tej desperacji w jego głosie.
Martwił się. Zapewne bał się, że odejdę. Nie będąc do końca pewną swoich czynów wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi otwierając je.
- O czym chcesz rozmawiać? – nie spodziewałam się, że mój głos będzie brzmiał tak źle.
Cała trójka stojąca na korytarzu odwróciła się w moją stronę.
- Patricia… - zaczął Zayn, jednak przerwałam mu
- Dajcie nam chwilę, proszę.
Oboje spojrzeli na Irlandczyka stojącego najdalej od drzwi i ruszyli w kierunku schodów znajdujących się za nim. Mijając go, Perrie powiedziała coś do niego szeptem, tak że tego nie usłyszałam. W odpowiedzi chłopak pokiwał jej tylko głową. Gdy już oboje zniknęli na schodach Niall ruszył w moją stronę. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku przyciągając nogi do klatki piersiowej. Chłopak zamknął za sobą drzwi i stanął niepewnie kilka kroków od łóżka. Patrzyłam się na niego wyczekująco.
- Przepraszam. – powiedział i doskonale widziałam w jego oczach jak bardzo żałuję. Jednak nie mogłam tak łatwo odpuścić. Nie po ostatnich kilku dniach.
- Czemu Niall? Podczas ostatnich dni pokłóciliśmy się więcej razy niż przez całe nasze życie.
- Bo jestem idiotą. – parsknęłam słysząc to samo co usłyszałam od jego przyjaciela. Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Zayn powiedział to samo.
- Co jeszcze powiedział? – chłopak niepewnie zajął miejsce na końcu łóżka przyglądając się mojej reakcji na jego zachowanie.
- Że najpierw mówisz, a dopiero potem myślisz i dlatego czasami ranisz tych, których nie chciałbyś zranić.
- To prawda. Patricia, ja…
- Powiedział też, że mnie kochasz. I że wszyscy to widzą.
Niall spojrzał na mnie tymi cudownym oczami.
- Bo cię kocham. Jak nikogo innego na tym świecie. – niepewnie wstał, a kilka sekund później usiadł obok mnie. Spojrzałam w jego oczy, które był wpatrzone w moje, zapewne szukając w nich czegokolwiek. – Jestem idiotą, wiem to. W ostatnich dniach skrzywdziłem cię tyle razy, że dziwię się że jeszcze ze mną jesteś. I przepraszam za to, tak bardzo przepraszam. – niepewnie dotknął mojego policzkach i nie widząc odrzucenia z mojej strony, zaczął go głaskać – Ale kocham cię. I nic temu nie może zaprzeczyć ani tego zmienić.
- Niall… - chciałam coś powiedzieć, ale chłopak przyłożył mi palec do ust, uciszając mnie tym
- Wiem że nawaliłem. Nie raz. Ale wróć do mnie. Nie uciekaj. Jesteś tym kimś, kogo potrzebuję przy sobie. Nie mogę obiecać, że znów czegoś nie zrobię, ale… - nie dałam mu dokończyć. Nie zastanawiając się nad tym długo, zamknęłam mu usta pocałunkiem.


Niall po naszych kłótniach zawsze przez kilka dni obchodził się ze mną jak z jajkiem. Kiedyś gdy z nim o tym rozmawiałam, stwierdził że sam nie wie czemu to robi. Po tamtej kłótni, żadne inne nie miały miejsca przez dość długo okres czasu. Jednak następna która się pojawiła doprowadziła nas do tego, że zostaliśmy małżeństwem.


- Patricia… - zaczął, a ja słysząc jego zdenerwowany głos podniosłam swój wzrok. – Jak uciekłaś, tak bardzo się bałam że coś ci się stało. Nie mogłem znieść myśli, że nie wiem gdzie jesteś, co się z tobą dzieje. Wiem, że to głupie…
- To nie jest głupie. – wtrąciłam się w jego słowa, za co otrzymałam uśmiech
- Kocham cię i po prostu nie mogę znieść myśli, że cię skrzywdziłem, że możesz ode mnie uciec i zostawić. Nie zniósłbym czegoś takiego. Wiem, że jesteśmy młodzi, ale znam cię od dawno, bardzo dawna. – zaczynałam się trochę niepokoić tym co chłopak chce dalej powiedzieć – Myślałem o tym już jakiś czas i jestem tego tak bardzo pewny. Więc teraz muszę się zapytać ciebie. I tego się boję. Ale kochasz mnie. Pokazałaś mi to już tak wiele razy. Patricia, wyjdziesz za mnie? Wiem, że to nie jest żadne romantyczne miejsce, że nie mam pierścionka przy sobie ani nic z tych rzeczy. Ale kocham cię.
Zaniemówiłam z wrażenia i po prostu wpatrywałam się w Niall’a.
- Naprawdę chcesz mieć mnie za swoją żonę? – spytałam
- Jestem tego pewny jak niczego innego.
- Nawet kiedy jestem irytującą wersją mnie? – wciąż nie mogłam uwierzyć, że chłopak mi się naprawdę oświadczył
- Nawet wtedy. Więc jak? Zgodzisz się zostać panią Horan i matką moich dzieci?
Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa. Kiwnęłam tylko głową w odpowiedzi. Niall rzucił się na mnie, mocno przytulając do siebie. Chwilę później uniósł mój podbródek i obdarował moje usta długim, czułym pocałunkiem. Nie mając w planach przerwania go, wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku naszego tymczasowego miejsca pobytu. Gdy posadził mnie na łóżku w sypialni, a sam zaczął czegoś szukać w swojej walizce byłam lekko zdezorientowana.
- Niall, wszystko w porządku? – spytałam
- W jak najlepszym. – odparł i chyba znalazł to czego szukał bo podskoczył do góry. Chwilę później znalazł się przede mną i klęknął na jedno kolano.
- Zgodziłaś się już, ale zapytam po raz kolejny. – pudełeczko, które dopiero teraz dostrzegłam w jego dłoni zostało otwarte, a moim oczom ukazał się znajdujący w nim pierścionek. – Zostaniesz moją żoną?
- Tak. – tym razem już udało mi się powiedzieć to jedno, tak wiele zmieniające słowo. Niall wziął pierścionek w swoje palce i lekko trzęsącymi się dłońmi wsunął go na mój palec. Jak tylko skończył to robić, złapałam jego ramiona i przyciągnęłam do pocałunku. Gdy skończyło się nam powietrze nasze usta odsunęły się od siebie, jednak na minimalną odległość.
- Kocham cię. – wyszeptałam w jego usta. – Kocham ciebie i tylko ciebie.


Nasz związek nigdy nie był taki jak inne. Więc dla naszej dwójki, fakt że pobraliśmy się już następnego dnia nie był niczym niezwykłym.
Moje spojrzenie skierowało się na brzuch, gdzie spoczywały moje dłonie. Na jednej z nich znajdowały się te dwa, tak ważne pierścionki. Zawsze miałam je przy sobie. Nawet jeśli musiałam zdjąć je z palca, miały swoje miejsce na naszyjniku, który nigdy nie znikał z mojej szyi.
Wróciłam pamięcią do momentu, gdy powiedzieliśmy naszym przyjaciołom o fakcie, że wzięliśmy ślub. To zdecydowanie był dla nas obojga stresujący moment. Prawie tak samo jak ten, gdy przekazywaliśmy tą nowinę naszym rodzicom.


Przytulając się bardziej do chłopaka, który obejmował mnie w tali, przerwałam wszystkie rozmowy.
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć. – z twarzy Irlandczyka, jak i mojej nie schodził uśmiech. Dłoń, którą chłopak trzymał na mojej tali zacisnął mocniej, jakby dodając mi odwagi do powiedzenie wszystkie. Oczywiście to ja miałam być osobą która wszystko przekaże.
- Będziemy mieli małego Horana? – jak zwykle Harry miał w głowie tylko jedną rzecz.
- Nie Style’s, jeszcze nie. – wtrącił się mój mąż.
- Wzięliśmy ślub. – powiedziałam po chwili ciszy, unosząc jednocześnie dłoń z pierścionkami.
- Co? – połowa naszych przyjaciół odezwała się praktycznie w  tym samym momencie.
- Patrzycie właśnie na MOJĄ panią Horan. – mój mąż widząc, że ja nie wiem co powiedzieć postanowił się odezwać, kładąc nacisk na to, że jestem jego. Chwilę później poczułam jego usta na czubku mojej głowy. Dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać jak nic nie znaczący gest, jednak ja doskonale rozumiałam jego przesłanie. Chłopak chciał dodać mi odwagi.
- To cudowne. – pierwsza z szoku wyszła Perrie, wstając i ruszając w naszą stronę. Chwilę potem byłam już w jej ramionach słuchając gratulacji. Zachowanie dziewczyny wyrwało resztę naszych znajomych z letargu i chwilę później już wszyscy nam gratulowali. Dziewczyny oczywiście chciały dokładnie obejrzeć pierścionek zaręczynowy, który pokazałam im z wielką chęcią. Uwielbiałam go i Niall wykonał dobrą robotę wybierając ten.


Moje wspomnienia przerwał skurcz. Automatycznie złapałam się za brzuch, jednak po chwili minął. Nie przejęłam się tym jakoś bardzo, bo w ostatnich dniach skurcze już się pojawiały. Było to jedną z przyczyn, czemu Niall tak bardzo bał się zostawić mnie dziś samą. Stach przed faktem, że poród zacznie się gdy nikogo nie będzie przy mnie powodował u niego przerażenie.
Masując brzuch, przywołałam w pamięci moment gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami.


Siedziałam w gabinecie lekarza, zataczając kciukiem niewielkie okręgi na dłoni mojego zdenerwowanego męża. Czekaliśmy na wyniki moich badań, na których zrobienie to właśnie on tak bardzo nalegał. Ostatnie kilka dni nie czułam się za dobrze, byłam bardzo blada i miałam dość często zawroty głowy. Irlandczyk zauważył to i przestraszony, że coś się dzieje, sam przywiózł mnie na badania. Mimo iż sama nie wiedziałam, co mi jest, nie byłam tak bardzo przestraszona jak Niall. Widząc, że ten niewielki dotyk nie pomaga w niczym, podniosłam się z zajmowanego przeze mnie miejsca i usiadłam na kolanach mojego męża. On od razu objął mnie ramionami i umieścił swoją głowę przy moim obojczyku. Zanurzyłam jedną z rąk w jego włosach i przeczesywałam je, mając nadzieję, że to go uspokoi.
W takiej właśnie sytuacji zastał nas lekarz. Gdy ten zajął swoje miejsce, Niall podniósł swoją głowę i spojrzał na niego, jednak nie pozwolił mi wstać z jego kolan.
- Wszystko z nią w porządku? – zdenerwowanie, które udało mi się na trochę wyrzucić z głowy chłopaka wróciło bardzo szybko
- W jak najlepszy. – lekarz uśmiechał się szeroko – Przepiszę pani tylko witaminy. Musi pani teraz o siebie dbać.
Oboje z Niall’em spojrzeliśmy zdziwieni na mężczyznę.
- Co ma pan na myśli? – spytałam, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi
- Jest pani w ciąży.
Te cztery słowa to były ostatnie, jakich się spodziewałam. Niall rozluźnił swój uścisk dookoła mnie nie mówiąc nic. Odebrałam tylko receptę od lekarza i obiecując skontaktować się ze specjalistą, razem z mężem opuściłam gabinet. W ciszy szliśmy w kierunku samochodu. Nie miałam pojęcia co siedzi teraz w głowie blondyna, ale ja byłam szczęśliwa. Wsiadłam od samochodu i zapięłam pas, wciąż nie otrzymując nawet słowa ze strony chłopaka. Nie myśląc za bardzo nad tym co robię, moje dłoń znalazła się na jeszcze płaskim brzuchu, a na ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Tam w środku jest mały człowiek, człowiek którego stworzyłam z mężczyzną którego kocham.
Po chwili poczułam drugą rękę na moim brzuchu. Spojrzałam w stronę Niall’a, który to był jej właścicielem, a on przyglądał mi się z niewielki uśmiechem na ustach.
- Będziemy rodzicami. – powiedział, na co przytaknęłam mu głową – Będziesz miał najwspanialszych rodziców na świecie maluszku. – swoje kolejne słowa skierował do mojego brzucha.
Złapałam jego dłoń, wciąż spoczywająca na moim brzuchu i mocno ścisnęłam. Chłopak nachylił się i złożył czuły pocałunek na moim czole.


Usłyszałam otwierane drzwi i już wiedziałam, że moja blond włosa przyjaciółka przyjechała do mnie.
- Cześć ciężarna – zaśmiała się wchodząc do salonu, w którym siedziałam.
Uśmiechnęłam się tylko w odpowiedzi. Byłam już przyzwyczajona do nazywania mnie tak. Perrie powiedziała to raz, a Harry z Louis’em podłapali i od tamtej pory nazywali mnie tak, kiedy tylko się widzieliśmy.
Dziewczyna odłożyła swoją torebkę na stolik i usiadła obok mnie.
- Wszystko okej? – spytała przyglądając mi się – Jesteś okropnie blada.
Już chciałam jej odpowiedzieć, gdy kolejny skurcz zmusił mnie do złapania mojego brzucha. Ten był jednak mocniejszy niż wcześniejsze, a po chwili kolejny dosięgnął moje ciało. Jęknęłam czując je, na co przyjaciółka spojrzała na mnie przerażona i poczułam jej rękę na moich plecach.
- Myślę, że musimy jechać do szpitala. – powiedziałam powoli wstając.
Dziewczyna już wyjęła swój telefon, chcąc dzwonić po taksówkę gdy drzwi otworzyły się po raz kolejny.
- Jesteś tu kto? – Cody krzyknął, a chwilę później znalazł się w drzwiach salonu.
Gdy tylko zobaczył naszą dwójkę, biegiem znalazł się przy mnie.
- Co się dzieje? – mimo iż widziałam, że jest przestraszony starał się być opanowany.
- Zabierz mnie do szpitala, proszę. – kolejny skurcz dosięgnął moje ciało.
Cody pozwolił mi się na nim oprzeć i powoli prowadząc pomógł dotrzeć do jego samochodu. Za nami szła Perrie, próbują dodzwonić się do Niall’a lub Zayn’a.
Po kilkunastu minutach, podczas których ból, jaki wysyłały przez moje ciało skurcze nasilał się, znaleźliśmy się przed szpitalem. Cody wyskoczył z samochodu gdy tylko go zatrzymał i czym prędzej znalazł się przy moich drzwiach chcąc je dla mnie otworzyć. Idąc, obejmowana jego ramieniem w kierunku drzwi wejściowych usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos.
- Patricia! – chwilę potem byłam już w objęciach ukochanego. W chwili gdy się w nich znalazłam, wiedziałam już że wszystko będzie dobrze. Niall nie pozwoli żeby stało się coś złego. Nigdy nie pozwala. 

30 grudnia 2013

Rozdział 40

Siedziałem na kanapie przytulając do siebie brunetkę.  Telewizor wiszący na ścianie przed nami był włączony, jednak żadne z nas nie było na nim skupione. Dziewczyna bawiła się palcami mojej ręki, którą położyłem na jej kolanie. Ja z kolei byłem bardzo zajęty jej włosami, którymi uwielbiałem się bawić.
Byłem zmęczony, ale nie chciałem być tym, który zaproponuje pójście do łóżka. Chciałem najpierw porozmawiać jednak bałem się trochę tej rozmowy. Gdy nie udało mi się stłumić kolejnego ziewnięcia, Patricia podniosła swój wzrok na mnie i uśmiechnęła się delikatnie.
- Chodźmy spać. – wstając złapała moją rękę i pociągnęła za sobą.
Chcąc nie chcąc podążyłem jej śladami i po przemierzeniu kilkunastu metrów znaleźliśmy się w sypialni. Podejrzewałem, że nie była to jedyna sypialnia w tym domu, jednak zwiedzanie postanowiliśmy zostawić na jutro.
Odpuszczając już rozmowę teraz, ruszyłem w kierunku łóżka i położyłem się układając wygodnie. Patricia zrobiła kilka kroków i usiadła na krawędzi łóżka.
- Nie położysz się ze mną? – spytałem zawiedzony.
Jej oczy dokładnie lustrowały moją twarz, po czym wciąż nic nie mówiąc zsunęła z siebie spodnie i zajęła miejsce obok mnie. Przysunąłem się bliżej i objąłem ją ramieniem.
- Wciąż jesteś zła? – liczyłem na przeczącą odpowiedź, jednak moja dziewczyna była zagadką więc nie miałem pojęcia co usłyszę.
- Nie. – odpowiedziała mi po chwili zastanowienia – Po prostu… - przerwała i odwróciła się w moim kierunku – Sama już nie wiem. Mam mętlik w głowie.
Moja dłoń powędrowała na jej policzek, chcąc tym samym skierować jej odwrócony wzrok na mnie. W odpowiedzi jednak otrzymałem zamknięcie oczu i wtulenie się w moją dłoń.
- Potrzebujesz czegoś?
- Ciebie, obok mnie. – jej wyznanie zdziwiło mnie, ale jednocześnie ucieszyło. Jeśli chciała mieć mnie obok siebie, to wciąż chciała być ze mną. – Po prostu tu bądź i mnie nie puszczaj.
Przyciągnąłem ją mocniej do siebie i dając jej chwilę na ułożenie się wygodnie, przykryłem nas. Chcąc pomóc jej zasnąć zacząłem nucić jej piosenkę i głaskać jej plecy. W ramach podziękowania, dziewczyna zacieśniła swój uścisk na mojej tali i przytuliła się do mnie jeszcze mocniej.
Ostatecznie, oboje nas zmorzył sen.



Obudziłam się w pustym łóżku, wciąż jednak czując dookoła zapach Niall’a. Wygrzebałam się z pościeli i ruszyłam na poszukiwania chłopaka. Kierowałam się hałasami dochodzącymi, z jak podejrzewałam, kuchni. Wtedy przypomniało mi się jak Irlandczyk próbował zrobić mi gofry na śniadanie, a ostatecznie i tak jak musiałam mu w nich pomóc. Na te wspomnienia uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
Starając się być najciszej jak potrafiłam podążałam do kuchni. Moje przypuszczenia okazały się słuszne i znalazłam tam moją zgubę. Tym razem jednak nie próbował nic gotować, a jedynie zrobić herbatę.
Wciąż z uśmiechem na ustach, zakradłam się do niego i gdy byłam już odpowiednio blisko przytuliłam się do jego pleców. W pierwszym momencie chłopak podskoczył przestraszony, jednak po chwili mogłam poczuć jak się rozluźnia. Złapał moje dłonie i odwrócił się w moim kierunku.
- Jak się spało? – spytał, przenosząc swoje ręce na moja talię
- Całkiem dobrze. – odparłam z uśmiechem – Miałam bardzo wygodną poduszkę.
Udało mi się wywołać szeroki uśmiech na twarzy blondyna. Chwilę później ten uśmiech był już bardzo blisko moich ust aż w końcu złączył się razem z nimi.
Zatracaliśmy się w pocałunku coraz bardziej, ale niestety gotująca się woda w czajniku miała dla nas inne plany. Słysząc gwizdek oderwałam się od Niall’a i roześmiałam chowając głowę w jego szyję.
- Chyba coś na ciebie czeka. – powiedziałam, odsuwając się od niego i ruszając w kierunku salonu.
Chłopak tylko pokręcił głową i odwrócił się wracając do wcześniejszego zajęcia.
Sama zajęłam swoje ulubione miejsce na kanapie i czekałam aż Niall do mnie przyjdzie. Długo nie musiałam tego robić, bo niecałą minutę później siedział już obok mnie podając mi kubek z herbatą.
- Więc co będziemy dziś robić? – spytał, przypatrując mi się uważnie
- Myślałam nad plażą. Wystarczy wyjść przez taras i mamy nasz prywatny raj tylko dla siebie. – wskazałam ręką we wspomnianym kierunku chcąc pokazać chłopakowi o czym dokładnie mówię.  Jego oczy powędrowały w odpowiednim kierunku i po chwili pokiwał tylko głową w potwierdzeniu.
- Idziemy od razu?
- Może nie. Zrobię coś na śniadanie i potem możemy iść. – sama byłam głodna, a byłam pewna, że i blondyn nie oprze się dobremu śniadaniu.
W odpowiedzi dostałam tylko szeroki uśmiech. Odstawiłam więc kubek z herbata na stolik i ruszyłam w kierunku kuchni.
- Zaraz wracam. – mrugnęłam do Horana znikając za ścianą.


Leżałam na leżaku przypatrując się morzu. Na drugim leżaku obok mnie, spoczywał mój chłopak. Było już późne popołudnie, jednak pogoda która panowała na Hawajach pozwalała cudownie spędzać teraz czas na plaży. Po blisko godzinnej zabawie w wodzie postanowiliśmy trochę odpocząć i zrelaksować się.
- Jak ci się tu podoba? – spytałam, przenosząc swój wzrok na chłopaka
- Jest cudownie. Cieszę się, że mnie tu zabrałaś, nawet pomimo tego, jak to się stało.
- Przepraszam za to.
- Nic się nie stało Patricia. Rozumiem dlaczego to zrobiłaś.
Chłopak usiadł na swoim leżaku, a ja postąpiłam podobnie. Po zrobieniu jednego kroku blondyn siedział już obok mnie i obejmował ramieniem.
- Nie rób nigdy tak więcej, proszę. – słowa wypływające z jego ust bolały mnie trochę. Mogłam usłyszeć ból w tym co mówił. Bał się o mnie wtedy.
- Obiecuję. – przytuliłam się do niego mocniej, chcąc mu pokazać że już nigdzie więcej się nie wybieram.
- Patricia… - zaczął, a ja słysząc jego zdenerwowany głos podniosłam swój wzrok. – Jak uciekłaś, tak bardzo się bałam że coś ci się stało. Nie mogłem znieść myśli, że nie wiem gdzie jesteś, co się z tobą dzieje. Wiem, że to głupie…
- To nie jest głupie. – wtrąciłam się w jego słowa, za co otrzymałam uśmiech
- Kocham cię i po prostu nie mogę znieść myśli, że cię skrzywdziłem, że możesz ode mnie uciec i zostawić. Nie zniósłbym czegoś takiego. Wiem, że jesteśmy młodzi, ale znam cię od dawno, bardzo dawna. – zaczynałam się trochę niepokoić tym co chłopak chce dalej powiedzieć – Myślałem o tym już jakiś czas i jestem tego tak bardzo pewny. Więc teraz muszę się zapytać ciebie. I tego się boję. Ale kochasz mnie. Pokazałaś mi to już tak wiele razy. Patricia, wyjdziesz za mnie? Wiem, że to nie jest żadne romantyczne miejsce, że nie mam pierścionka przy sobie ani nic z tych rzeczy. Ale kocham cię.
Zaniemówiłam z wrażenia i po prostu wpatrywałam się w Niall’a.
- Naprawdę chcesz mieć mnie za swoją żonę? – spytałam



Zdziwiło mnie pytanie dziewczyny.
- Jestem tego pewny jak niczego innego.
- Nawet kiedy jestem irytującą wersją mnie? – zaśmiałem się w duchu na jej pytanie
- Nawet wtedy. Więc jak? Zgodzisz się zostać panią Horan i matką moich dzieci?
W odpowiedzi otrzymałem tylko kiwnięcie głową. Rzuciłem się na dziewczynę i mocno przytuliłem ją do siebie.
Naprawdę myślałem o tych oświadczynach już długo. Idealny pierścionek był w mojej walizce, ale nie wiem czemu chciałem to zrobić teraz.
Uniosłem podbródek mojej narzeczonej i złożyłem na jej ustach długi pocałunek. Tak bardzo się cieszyłem, że się zgodziła. Nie przerywając całowania jej ust, złapałem ją jedną ręką pod kolanami a drugą przytrzymałem jej plecy i biorąc ją na ręce ruszyłem w kierunku domu. Chciałem teraz włożyć pierścionek na jej palec.
Położyłem ją na łóżku, a sam  zacząłem przeszukiwać zawartość mojej walizki. Dziewczyna przyglądała mi się zdezorientowana.
- Niall, wszystko w porządku? – spytała
- W jak najlepszym. – znalazłem w końcu poszukiwaną przeze mnie rzecz i podskoczyłem do góry z radości. Podszedłem do łóżka i ukląkłem przed brunetką.
- Zgodziłaś się już raz, ale zapytam po raz kolejny. – otworzyłem pudełeczko pokazując jej pierścionek – Zostaniesz moją żoną?
- Tak. – tym razem mogłem usłyszeć to słowo z jej ust. Pierścionek szybko znalazł miejsce na jej serdecznym palcu. Jak tylko włożyłem go tam do końca, dziewczyna złapała mnie za ramiona i przyciągnęła do pocałunku. Gdy zabrakło nam powietrza oderwaliśmy się od siebie, jednak Patricia nie dała mi się odsunąć.
- Kocham cię. – wyszeptała w moje usta, jakby nie chcąc żeby ktokolwiek inny to usłyszał – Kocham ciebie i tylko ciebie.


Wieczorem leżeliśmy przytuleni do siebie w łóżku.
- Kiedy chciałbyś wziąć ślub? – spytała mnie dziewczyna przyglądając się swojej dłoni z pierścionkiem, która spoczywała na moim torsie.
- Nawet jutro. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Z wielką chęcią uczyniłbym ją panią Horan nawet teraz.
Brunetka podniosła swój wzrok na mnie i popatrzyła w moje oczy.
- W sumie ślub na Hawajach byłby całkiem miłym wspomnieniem. – popatrzyłem na nią zszokowany
- Chcesz wziąć ślub jutro? Tu? Bez żadnych bliskich?
- Mam tu kogoś bliskiego. Ty tu jesteś.
- Więc ślub, jutro?
Bez nawet chwili wahania dziewczyna pokiwała głową. Złożyłem pocałunek na jej czole, nie mogą uwierzyć, że chcę to zrobić tak szybko.
- Ale jesteś tego pewna? Nie chcesz mieć bajkowego ślubu? – musiałem się upewnić. Chciałem spełnić jej marzenia.
- Będzie bajkowy, bo będzie z tobą Niall. – odparła znów przytulając się do mnie
- Więc jutro będziesz już panią Horan. – złożyłem pocałunek na czubku jej głowy i wyłączyłem lampkę stojąca na szafce nocnej. Potrzebowaliśmy snu przed tak ważnym dniem.



Siedziałam na kanapie w salonie Niall. Właściwie teraz już Niall'a i moim. Na moim palcu znajdowały się dwa pierścionki. Jeden zaręczynowy, który Niall tak staranie wybrał, a zaraz pod nim obrączka, która symbolizowała nasza miłość. Mój mąż leżał z głową na moich kolanach przyglądając się mi.
- Jesteś szczęśliwa. – powiedział w pewnym momencie.
Miał rację. Od kilku dni uśmiech cały czas gościł na mojej twarzy.
- Bardzo szczęśliwa. – odparłam, odgarniając zagubione kosmyki blond włosów z jego czoła.
Czekaliśmy na naszych przyjaciół chcąc im wszystkim przekazać  wiadomość o ślubie.  Prawdę mówiąc trochę się bałam ich reakcji, ale wszyscy nas wspierali więc powinno być dobrze. Największy problem będzie zapewne stanowił fakt, że nie zaprosiliśmy ich na ślub. Nasi rodzice też nie byli tym zbyt zadowoleni, ale ucieszyli się z tego, że jesteśmy raz i że wzięliśmy ślub. Obiecaliśmy już im i sobie, że zrobimy za kilka lat odnowienie naszej przysięgi żebyśmy mogli zaprosić zarówno ich, jak i naszych przyjaciół.
- Jak myślisz, jak to przyjmą? – wyrwał mnie z moich rozmyślań Niall
- Myślę, że całkiem dobrze. W końcu wszyscy nam zawsze kibicowali. Pewnie tak samo jak rodzice będą źli, że ich nie zaprosiliśmy, ale te kwestie tez mamy już rozwiązaną.
- Mamy. – chłopak podniósł się z moich kolan – Z wielką chęcią zobaczę cię znów w sukni ślubnej. – powiedział zbliżając się do mnie – A z jeszcze większa chęcią w tym co schowasz pod nią. – jego usta złączyły się z moimi, wysyłając przyjemne dreszcze po moim ciele.
Tak, Niall zdecydowanie polubił moją bieliznę, która założyłam pod suknie ślubną. Irlandczykowi podobała się większość mojej bielizny, o czym bardzo często lubił mi przypominać. Chyba dlatego też, dostałam już od niego kilka razy kartę podarunkową do sklepu z bielizną. Jednak to był bardzo trafiony prezent. Obydwoje mieliśmy z niego pożytek.


Gdy już wszyscy się zjechali i siedzieliśmy, śmiejąc się w salonie postanowiliśmy z Niall’em wreszcie powiedzieć o wszystkim. Przytulając się bardziej do chłopaka, który obejmował mnie w tali, przerwałam wszystkie rozmowy.
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć. – z twarzy Irlandczyka, jak i mojej nie schodził uśmiech. Dłoń, którą chłopak trzymał na mojej tali zacisnął mocniej, jakby dodając mi odwagi do powiedzenie wszystkie. Oczywiście to ja miałam być osobą która wszystko przekaże.
- Będziemy mieli małego Horana? – jak zwykle Harry miał w głowie tylko jedną rzecz.
- Nie Style’s, jeszcze nie. – wtrącił się mój mąż.
- Wzięliśmy ślub. – powiedziałam po chwili ciszy, unosząc jednocześnie dłoń z pierścionkami.

*********************
Nowy rozdział jednak pojawia się jeszcze w tym roku. Mam nadzieję, że się wam podoba.
Ze smutkiem, przychodzi mi napisać, że został jeszcze tylko jeden rozdział i epilog. Więc prawdopodobnie do końca stycznia historia ta się już zakończy. 
Pisałam już życzenia sylwestrowe, ale raz jeszcze: udanego sylwestra, jak najlepszej zabawy jutro no i oczywiście cudownego wejścia w nowy rok. Zapewne każdy ma dla siebie jakieś postanowienie, więc życzę też żeby udało się je zrealizować. 
Rozdział miał pojawić się jutro, ale jednak postanowiłam go dodać dziś. Nie jestem pewna czy będę miała na to jutro czas. 
Enjoy! 

24 grudnia 2013

Rozdział 39

Siedziałam z telefonem w ręku wciąż niepewna czy wykonać telefon. Byłam tu już ponad 24 godziny, a Niall wciąż nie wiedział. W mojej głowie było pełno myśli, które zaczynały mnie już denerwować. Serce było zranione, ale wciąż kochało Niall’a. Bałam się jednak, że gdy usłyszę jego głos nie wytrzymam i po prostu mu powiem gdzie jestem bez posłuchania wyjaśnień. A chciałam ich wysłuchać. Rozum z kolei mówił mi żebym wróciła do Londynu i z nim porozmawiała twarzą w twarz. Jednocześnie podpowiadał mi, że postąpiłam zbyt pochopnie uciekając i nie pozwalając mu nic wytłumaczyć wtedy gdy mnie wołał. Jednym słowem miałam wielki mętlik w głowie.
W końcu szybko wybrałam numer chłopaka i przyłożyłam telefon do ucha zanim bym się rozmyśliła. Musiałam zadzwonić. Niezależnie jak bardzo mnie zranił, doskonale wiedziałam że się denerwuje.
Położyłam się na łóżku, w którym spędziłam ostatnia noc i słuchałam dźwięków sygnalizujących próbę połączenia się z blondynem.
- Halo? – usłyszałam zaspany głos chłopaka, praktycznie w chwili gdy miałam się już rozłączyć.
Przeniosłam swój wzrok na zegarek na ręku, który wciąż wskazywał godzinę w Londynie. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że tam jest środek nocy.
- O mój boże, Patricia to ty! – w słuchawce usłyszałam już w pełni obudzonego Niall’a. Podejrzewam że spojrzał się na to kto dzwoni gdy nie odzywałam się przez chwilę. – Tak bardzo się bałem. Nie odbierałaś, nikt nie wiedział gdzie jesteś. Proszę wróć do mnie. Albo powiedz mi gdzie jesteś, a zaraz tam będę. No chyba że to gdzieś daleko to nie tak zaraz, ale najszybciej jak będę mógł. Nie zdradziłem cię, przysięgam. Kocham tylko ciebie. Maddie pomagała mi tylko przygotować niespodziankę dla ciebie. Jest znajomą Harry’ego i on mi ją polecił. Chciałem dać ci coś co będzie symbolizowało naszą miłość, a nie chciałem w to angażować El i Perrie, żeby się przez przypadek nie wygadały. Ale z całej mojej niespodzianki nic nie wyszło. Tak bardzo cię przepraszam. Nie bądź zła. Maddie to nikt ważny. Naprawdę.
- Niall… - zaczęłam
- Kochanie, proszę.
- Przepraszam. – łzy spłynęło po moich policzkach a głos zadrżał – Jak cię z nią zobaczyłam, to po prostu tak bolało. I cały dzień jeszcze nie odbierałeś ani nie odpisywałeś. Ja…
- Nie płacz, proszę. – chłopak już za dobrze umiał powiedzieć kiedy płaczę. – Ja też przepraszam. Nie powinienem tego rozegrać w taki sposób.
- A ja nie powinnam od razu uciekać. – przyznałam wreszcie na głos to, co rozum mi podpowiadał od początku.
- Gdzie jesteś? – spytał ciepło chłopak – Cody mówił że chciałaś mnie gdzieś zabrać, ale się nie udało.
- Dzwoniłeś do Cody’iego? – zdecydowanie byłam tym zszokowana.
- Chciałem cię znaleźć. Dzwoniłem nawet do twojej mamy.
- Wiem.
W słuchawce zabrzmiała cisza. Żadne z nas nie odzywało się przez jakiś czas.



- Powiesz mi gdzie jesteś Mała? – spytałem w końcu.
Byłem ogromnie szczęśliwy, że zadzwoniła. Cały dzień spędziłem na zamartwianiu się i próbach skontaktowania się z nią jednak na nic. Nie przeszkadzało mi nawet to, że zadzwoniła w środku nocy. Mój sen i tak był niespokojny i pełen koszmarów.
- W naszym domku na Hawajach. – odpowiedziała mi po chwili dziewczyna.
- Macie domek na Hawajach? Nigdy o nim nie mówiłaś.
- Wiem, że nie mówiłam. Chciałam cię tu kiedyś zabrać i zrobić niespodziankę. Jest w takim miejscu że miałbyś tu spokój od fanek i wszystkiego.
- Mogę przylecieć? – spytałem niepewny.
Mimo iż przeprosiliśmy się oboje i porozmawialiśmy, wciąż nie wiedziałem za bardzo na czym stoimy. Chciałbym jednak móc mieć ją znów w swoich ramionach. Wtedy byłbym pewny że wszystko jest dobrze.
- Byłoby miło. – ucieszyłem się na jej słowa, a uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Został jednak przerwany przez ziewnięcie, które wyrwało się z moich ust. – Przepraszam że cię obudziłam.
- Nic się nie stało. I tak za dobrze nie spałem. – wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę mojego komputera chcąc znaleźć najbliższy lot do mojej dziewczyny.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj już. Oboje zawiniliśmy.
- Wracaj spać. – słyszałem troskę w jej głosie. – Porozmawiamy jak już się wyśpisz.
- Ani mi się śni wracać do snu. Szukam biletu i chcę jak najszybciej znaleźć się obok ciebie. – wyjaśniłem, przeglądając już stronę linii lotniczych
- Daj znać kiedy będziesz to po ciebie wyjadę na lotnisko, dobrze?
- Oczywiście.



Stałam na lotnisku czekając na Niall’a. Udało mu się znaleźć samolot, odlatujący zaledwie kilka godzin po tym jak do niego zadzwoniłam. Wylądował już na moich ukochany Hawajach i zostało mi już tylko czekać, aż będę mogła go zobaczyć. Potrzebowałam teraz tylko jego bliskości. Był tu środek nocy, więc lotnisko nie było zatłoczone. Większość osób odbierający dopiero co przybyłych ludzi, była ubrana podobnie jak ja. Spodnie od piżamy lub dresy i jakaś luźna koszulka. Włosy zostawiłam tak jak się ułożyły. Nie przejmowałam się swoim wyglądem w tym momencie. Chciałam być tylko pewna że chłopak bezpiecznie dotarł do mnie.
Kilkanaście minut później zobaczyłam znajomą sylwetkę rozglądająca się dookoła. Biegiem ruszyłam w jego kierunku. Spostrzegł mnie gdy byłam kilka metrów przed nim i zdążył tylko rozłożyć swoje ramiona, w których to po chwili się znalazłam. Objęły mnie ciasno i przyciągnęły jeszcze bliżej chłopaka.
- Nienawidzę gdy ode mnie uciekasz. – wybełkotał w moje włosy – Nie rób tak więcej.
- Postaram się. – powiedziałam bardzo podobnie, wciąż wtulona w jego tors.

Dopiero po kilku minutach odsunęłam się od chłopaka i łapiąc go za rękę, poprowadziłam w kierunku gdzie czekał mój samochód. Po zapakowaniu jego niewielkiego bagażu wsiedliśmy do środka i ruszyliśmy w miejsce gdzie mieliśmy spędzić najbliższe kilka dni.

**************
Z góry informuję, że rozdział nie był dokładnie sprawdzony. Chciałam go dodać w święta, w ramach małego prezentu. Kolejny pojawi się zapewne dopiero w nowym roku.
Moim pierwszym planem był trochę inny przebieg tego rozdziału, ale ze względu na święta i atmosferę która mnie dopadła, wyszedł jaki wyszedł. Dopiero dziś zrozumiałam, że zostało tu jeszcze tylko jakieś 3/4 rozdziały i epilog. 
Skoro są święta, chciałabym wam wszystkim życzyć dużo radości, uśmiechu, miłości, spełnienia wszystkich marzeń, dużo jedzenie(jak to mi parę osób już życzyło) i wszystkiego czego sobie wymarzycie. Oczywiście nie mogę zapomnieć o cudownym sylwestrze i nie za bardzo szalonym, bo jednak lepiej wejść w całości w nowym rok.
Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki, ale nie miałam czasu żeby napisać więcej. Postaram się, że kolejne były już dłuższe. :)
Enjoy!