18 stycznia 2014

Epilog

17 lat później

Siedziałem na kanapie w naszym salonie przytulając do siebie moją żonę. Delektując się chwilą spokoju przypatrywaliśmy się dwójce naszych najmłodszych dzieci, które siedziały na dywanie sprawdzając które z nich wstrzyma oddech na dłużej. Bliźniaki, Nathaniel i Katherine, którzy obchodzili dziś swoje 17 urodziny byli na górze. Z tego co powiedziała mi Patricia, Nate pocieszał swoją siostrę bliźniaczkę, z która zerwał chłopak.
Jako ojciec chciałem sam to zrobić, ale moja żona stwierdziła, że nasz syn zajmie się tym lepiej i nie pozwoliła mi iść na górę.
Odwróciłem swoje spojrzenie od dzieci i zwróciłem je na opartą o moje ramię żonę. Mimo upływu tylu lat wciąż niezmiennie mocno ją kochałem. Mając czwórkę dzieci w naszym domu nigdy nie było spokoju. Jednak naszej dwójce nigdy to nie przeszkadzało. Kochaliśmy całą czwórkę i byli oni dla nas całym światem.
Przeniosłem dłoń na brzuch mojej żony, który skrywał nasze kolejne dziecko. Nikomu jeszcze o nim nie powiedzieliśmy, nie chcąc psuć urodzin bliźniaków. Stwierdziliśmy, że dopiero jutro powiemy o tym naszym dzieciom.
Patricia przeniosła swój wzrok na moją rękę, po chwili kładąc na niej swoją. Moje usta bez żadnego namysłu złożyły pocałunek na czubku jej głowy.
- Dziękuję. – powiedziałem w jej włosy.
Podniosła swój wzrok na mnie niemo pytając o co mi dokładniej chodzi.
- Wytrzymałaś ze mną tyle lat i wciąż mnie kochasz. – uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy słowa opuściły moje usta.
- Kochałam, kocham i będę kochać Niall. – uniosła swoją twarz go góry i złożyła krótki pocałunek na moich ustach.
- Zostawić was na chwilę i już się całujecie. – nasz najstarszy syn wkroczył do salonu, obejmują swoją siostrę.
Patricia uśmiechnęła się na te słowa, po czym kolejny raz złożyła pocałunek na moich ustach. Katherine zaśmiała się z reakcji swoje mamy i pociągnęła brata na kanapę obok nas.
- Jak się czujesz? – spytałem jej, widząc lekko czerwone oczy
- Już dobrze. – odpowiedziała z uśmiechem – Nate wie jak pocieszyć dziewczynę.
Chłopak uśmiechnął się na jej słowo, po czym przyciągnął ją do siebie i przycisnął usta do czubka jej głowy.
- Zachowujesz się jak tata. – nasz drugi syn skomentował zachowanie swojego brata
- Po kimś musiał odziedziczyć zachowanie w stosunku do kobiet. – Patricia splotła palce swojej ręki z moją wciąż leżąca na jej brzuchu.
- A teraz my chcielibyśmy o czymś z wami porozmawiać. – Katherine spojrzała swoimi niebieskimi oczami naszą dwójkę. – Dzieciaki chodźcie tu. – zawołała dwójkę młodszego rodzeństwa wskazując im miejsce na kanapie. Szybko zajęli wskazane miejsce szeroko się uśmiechając. Coś mi się zdaję, że cała czwórka dokładnie wiedziała o co chodzi i tylko ja z Patricią nie zostaliśmy poinformowani.
- O co chodzi? – moja żona jak zwykle nie należała do cierpliwych osób. Zaśmiałem się w jej włosy, na co tylko ścisnęła moją dłoń mocniej.
- Więc kiedy możemy się spodziewać narodzin kolejnego Horana? – Nate powiedział szeroko się uśmiechając.
- Skąd wiecie? – Patricia szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia
- Znalazłam wczoraj zdjęcie w kuchni. – Katherie uśmiechnęła się, bawiąc nerwowo pierścionkiem na swoim palcu. Miała taki sam odruch jak jej mama. – Czemu nam nie powiedzieliście?
- Chcieliśmy to zrobić jutro, już po waszych urodzinach. – wyjaśniłem, nie dając dojść do słowa mojej brunetce.
- Czemu? Albo mniejsza o to. – Nate zachowywał się jak zwykle – Kiedy możemy się spodziewać kolejnego członka rodziny?
- Za 7 miesięcy. – Patricia zdradziła datę, której nawet mi nie chciała powiedzieć, mówiąc że woli całej naszej piątce powiedzieć to razem.
Dzieciaki rzuciły się na nas, chcąc oczywiście pogratulować. Skończyło się to na rodzinnym uścisku, które jak zwykle sprawił, że moja żona miała szeroki uśmiech na twarzy.
- Kocham was wszystkich, wiedzie o tym? – spytała ocierając kilka łez, które spłynęły po jej policzkach
- My ciebie też mamo. – Nate wypowiedział się za całą czwórkę i tym razem złożył pocałunek na czole mamy, co znacznie ułatwił mu fakt, że był od niej wyższy.
Tą jakże uroczą chwilę przerwał dzwonek do drzwi, oznajmiający nam, że nasza kochana rodzinka i przyjaciele przyjechali świętować urodziny bliźniaków. Nate wypuścił Patricię z uścisku i biorąc swoją siostrę pod ramię ruszyli w kierunku drzwi przywitać się ze wszystkimi. Młodsza dwójka pobiegłam za nimi, a ja przyciągnąłem do siebie żonę, przytulając ją.
- Wychowaliśmy wspaniałe dzieci. – powiedziałem delektując się chwilą.
- To na pewno. – odparła, podnosząc głowę, która spoczywała na moim torsie. Uśmiechając się szeroko schyliłem głowę składając czuły pocałunek na jej ustach.
- Kocham cię mała. I nigdy nie przestanę.
- Ja ciebie też Niall. – chwyciła moją rękę splatając nasze palce i ruszyliśmy razem w kierunku korytarza z którego dochodziły wesołe śmiechy i powitania przybyłych gości.

************

Historia dobiegła końca. Prawdę mówiąc trochę mi z tego powodu smutno. Mimo iż czasami nie miałam ochoty już pisać i chciałem to przerwać, zawsze w końcu wracałam. Ale teraz już tak nie będzie. 59 654 wyrazów. To całe opowiadanie. 
Z całego serca dziękuję tym którzy czytali i komentowali. Naprawdę nie wiecie jaki uśmiech pojawiał się na mojej twarzy widząc, że podoba wam się to co piszę. :)
Na koniec, chciałabym poprosić żeby każdy kto czytał skomentował. Chciałabym zobaczyć ile osób to czytało. Więc jeśli moglibyście, byłabym wdzięczna.

Wiem, że są osoby, które chciałyby żebym zaczęła pisać kolejne opowiadanie. Zrobię to, ale potrzebuję trochę przerwy, żeby zebrać wszystkie pomysły i zaplanować to, co chciałabym napisać. Jeśli jesteście ciekawi, nowe opowiadanie pojawi się na tym blogu: http://rocherdream.blogspot.com/
Nie jestem pewna kiedy to się stanie, więc nie chcę wam podawać konkretnej daty. Chciałabym dodać prolog podczas moich ferii zimowych, ale nie wiem czy będzie to możliwe. Mimo iż bardzo bym chciała mieć dużo czasu, niestety szkoła zabiera go coraz więcej. Czas zacząć myśleć o własnej przyszłości.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy czytali moje wypociny. Czasami były lepsze, czasami gorsze, ale jednak mimo tego czytaliście je. Dziękuję Wam za to! ♥

To chyba pożegnanie z tym blogiem. Zawsze będę go miała gdzieś w sercu, bo jest to pierwsza historia którą doprowadziłam do końca. Nie usunę go, tak jak kiedyś planowałam. Może ktoś jeszcze kiedyś to przeczyta i mu się spodoba? Kto wie..

Pozdrawiam.
Patricia x.

11 stycznia 2014

Rozdział 41

DWA LATA PÓŹNIEJ

Siedziałam na kanapie w naszym salonie. Moje ręce spoczywały na pokaźnym już brzuchu, w którym znajdował się owoc naszej miłości. Okres ciąży był dość przyjemnym, pomijając częste zmiany nastrojów, moje zachcianki i nadopiekuńczość Niall’a. Chłopak bardzo się cieszył z faktu że zostanie ojcem i czasami denerwował mnie tym. Jednak wiedziałam czemu to robił i byłam mu wdzięczna,  że wytrzymywał ze mną w tym czasie. Sama miałam siebie czasami dość.
Dziś wieczorem Irlandczyk musiał udać się na nagranie wywiadu wraz z zespołem. Nie za bardzo podobał mu się fakt, że musi mnie zostawić samą, bo niedługo był wyznaczony termin porodu. Zgodził się w końcu, gdy Perrie obiecała mu, że wpadnie do mnie gdy jego nie będzie. Czekałam właśnie na nią, wspominają przy okazji chwilę z naszej przeszłości.

Pierwszym co przyszło mi do głowy był moment jak się poznaliśmy. Sama tego nie pamiętałam, ale w którymś z pudełek schowanym w szafie na górze spoczywały zdjęcia zrobione wtedy przez mamę mojego męża. Historię która się wtedy wydarzyła poznałam dzięki opowieści jej i mojej mamy.


Miałam wtedy jakieś dwa lata, a Niall pięć. Mieszkaliśmy niedaleko siebie, więc nie było niczym dziwnym, że nasze mamy zabrały nas na plac zabaw znajdujący się niedaleko. Najpierw byłam tylko ja z moją mamą. Ona siedziała na jednej z ławek przypatrując mi się, a ja bawiłam się w piaskownicy znajdującej się niedaleko. Byłam wtedy malutka, więc bała się o mnie. Dookoła było nie za dużo dzieci, gdyż większość z nich wyjechała gdzieś na wakacje. Kilka minut później w to samo miejsce przyszła pani Horan ze swoim młodszym synem. Sama zajęła miejsce obok mojej mamy, a chłopczyk ruszył w stronę zabawek. Obie kobiety szybko znalazły wspólny temat i zajęły się rozmową, co jakiś czas spoglądając na swoje dzieci, chcąc się upewnić że wszystko z nami w porządku.
Nieśmiały Niall najpierw wybrał inną zabawę, ale po pewnym czasie, widząc że bawię się sama i żadne z dzieci nie zwraca na mnie uwagi przyszedł do mnie. Moja mama zawsze mówi, że gdy zaczęliśmy się ze sobą bawić uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy. Może jest w tym jakaś prawda, bo do tej pory przebywając w swoim towarzystwie, w większości to one goszczą na naszych twarzach.
Gdy był już czas zbierać się do domów, ani Niall ani ja nie chcieliśmy jeszcze iść. Nasze mamy widząc to, obiecały że zobaczymy się kolejnego dnia. Widząc, że chłopak nie był tym bardzo przekonany, jego mama zaoferowała że nas odprowadzą. Wtedy właśnie powstało jedno ze zdjęć. Mały chłopczyk trzymał mnie mocno za rękę gdy szliśmy przed naszymi mamami w kierunku mojego domu. Gdy już dotarliśmy do celu to ja nie chciałam żeby już szli. Pociągnęłam Niall’a za sobą na nasze podwórku i zaprosiłam do wspólnej zabawy w basenie stojącym na nim. Zanim nasze mamy zdążył cokolwiek zrobić oboje, wciąż ubrani, byliśmy już cali mokrzy.
Pani Horan, nie chcąc wracać z przemoczonym chłopcem, przystała na propozycje mojej mamy i zostali u nas na jeszcze trochę. Podczas gdy my się bawiliśmy, one rozmawiały ze sobą.
Ostatnie ze zdjęć z tego dnia, które Niall powiesił w ramce na ścianie przy schodach przedstawiało naszą dwójkę śpiącą sobie na kocyku w ogrodzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że już wtedy spałam przytulona do starszego ode mnie chłopaka, a ten trzymał mnie mocno.
Tamtego dnia zaczęła się nasza przyjaźń.


Skierowałam swoje spojrzenie w kierunku schodów, gdzie jako pierwsze wisiało właśnie to zdjęcie. Niall kilka miesięcy po naszym ślubie postanowił powiesić nasze wspólne zdjęcia na ścianie przy schodach. Nie mówiąc mi nic o tym, podczas gdy ja wyjechałam na jakiś turniej, on wybrał kilka zdjęć z czasów gdy byliśmy zarówno mali jak i również starsi. Ostatnie miejsce teraz zajmowało zdjęcie wykonane kilka tygodni temu, zrobione przez któregoś z naszych przyjaciół. Nie byłam do końca pewna kto jest jego autorem, gdyż Niall nie chciał mi tego powiedzieć i po raz kolejny, w tajemnicy przede mną powiesił je tam. Ktoś uchwycił na nim moment, gdy siedziałam na kanapie, a chłopak kucał przede mną rozmawiając z moim dużym brzuchem.
Odwracając wzrok od schodów wróciłam do wspominania naszej wspólnej przeszłości.
Czas pierwszego rozstania był dla nas bardzo trudny.


Ten sam park, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy. Oboje go uwielbialiśmy i gdy tylko mogliśmy spędzaliśmy tu dużo czasu. Siedziałam na kolanach wówczas dwunastoletniego chłopka. Płakałam, a on przytulał mnie mocno do siebie i próbował uspokoić.
- Będzie dobrze mała. – szeptał mi do ucha
- Ale ja wyjeżdżam. Jutro. – wciąż chlipałam.
Niall nic sobie z tego nie robił i wciąż mnie przytulał co jakiś czas całując w czubek głowy lub uspokajająco głaszcząc po plecach.
Spędziliśmy wtedy w tym parku dobre kilka godzin. I nawet na chwilę nie zostałam wypuszczona z objęć mojego najlepszego przyjaciela.
- Kiedyś się jeszcze zobaczymy. – obiecał mi, gdy żegnaliśmy się pod moim domem.
- Będę na to czekać.
Chłopak przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło. Zawsze to robił żeby mnie uspokoić. W odpowiedzi wtuliłam się w niego mocniej. Ten dzień był zdecydowanie męczący dla naszej dwójki.


Lata rozłąki były trudne dla nas obojga. Każdy przeżywał je na swój sposób, ale dla mnie tamten okres był częściowo najgorszym jaki miałam w życiu. Teraz na szczęście nie musiałam się już o nic obawiać. Miałam kochającego mnie męża, dzięki to któremu spotkaliśmy się znowu.


Byłam w klubie i po kilku godzinach byłam już zmęczona. Kończąc ostatniego z drinków stałam przy barze. Odwróciłam się w kierunku blatu chcąc odstawić pustą już szklankę. Gdy szkło dotknęło drewna, usłyszałam za sobą znajomy głos.
- Przepraszam, ale wyglądasz jak moja przyjaciółka.
Odwróciłam się, a zdumiony właściciel tego tak dobrze znanego mi głosu spojrzał na mnie.
- To ty! – krzyknął wpatrując się w moje oczy.
Pokiwałam głową w odpowiedzi, a uśmiech wstąpił na moją twarz. Tak bardzo chciałam się z nim zobaczyć przez te wszystkie lata.
- Tyle lat. – wydusił z siebie i przyciągnął mnie do siebie, mocno przytulając – Tak bardzo tęskniłem mała.
Uśmiechnęłam się słysząc jak mnie nazwał. Wiem, że jestem niska, ale tylko on mógł mnie tak nazywać od zawsze. Jeśli robił to ktokolwiek inny okropnie mnie to denerwowało. Uniosłam swoją głowę, spoglądając w jego błękitne oczy, które tak uwielbiałam.
- Ja też Niall.
Objęłam go ramionami i przytuliłam się do niego niepewnie. Nie wiedziałam czy tęsknił za mną, czy wciąż chce się przyjaźnić. Moja przeszłość stanęła mi wtedy przed oczami.
Chłopak chwycił moją rękę i pociągnął w kierunku drzwi. Chwilę potem znaleźliśmy się już na zewnątrz, z dala od głośnej muzyki.
- Porozmawiamy? – spytał chłopak z nadzieją w głosie. Nie mogłam mu odmówić. Nie chciałam tego robić.
- Jasne. Chodźmy do mnie. Mieszkam niedaleko. – zaoferowałam swoje mieszkanie jako miejsce rozmowy, nie chcąc odbywać jej tu czy w jakimś innym nieznanym mi miejscu. Tam czułam się bezpieczna i pewna siebie.
- Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? Jest prawie druga w nocy. – chłopak oczywiście nie miał pojęcia że nie mieszkam już z moimi rodzicami.
- Mieszkam sama. Ich dom jest w Nowym Jorku. – odparłam cicho, nie chcąc teraz poruszać tego tematu.


Jeden wypad do klubu, a zmienił tak wiele. Przywrócił do mojego życia osobę, za która tak bardzo tęskniłam i która znaczyła dla mnie tak wiele. I wciąż znaczy.
Moja prawa ręka pogłaskała brzuch. Wspominanie Niall’a chyba spodobało się dzieciom, bo wierciły się i kopały. Już teraz mogłam powiedzieć, że będziemy mieli z nimi ciężko. W genach przekazaliśmy im chyba nasze pokłady energii. Jednak nie przejmowałam się tym. Będę miała więcej osób do kochania.
Moje myśli po raz kolejny powędrowały do przeszłości. Miesiąc po naszym pierwszym spotkaniu miała miejsce sytuacja która zmieniła tak wiele. Na szczęście na lepsze.


Miałam wyjechać i ostatnią noc spędzałam w mieszkaniu mojego najlepszego przyjaciela. Mieliśmy robić gofry, ale nasze plany trochę się zmieniły. Gdy chciałam włączyć mikser, żeby połączyć wszystkie składniki, usłyszałam śmiech za plecami i chwilę później na mojej głowie znalazła się mąką. Zdziwienie, które było moją pierwszą reakcją, szybko zamieniło się w śmiech i nie pozostałam dłużna chłopakowi, co skończyło się wojną na mąkę. Po kilku chwilach, gdy chciałam rzucić w Niall’a kolejną porcję białego proszku ten podszedł do mnie i objął w talii.
- Może czas zakończyć wojnę? – spytał patrząc się w moje oczy
- Czyżbyś się poddawał? – uśmiechnęłam się, wpatrując się w jego hipnotyzujące niebieskie oczy – A co będę z tego miała?
Chwile później twarz chłopaka przybliżyła się po mojej, a ostatecznie nasze usta złączyły się. Mój szok trwał może trzy sekundy, a później zaczęłam oddawać pocałunek. Moje dłonie przeniosły się na jego kark przyciągając go do siebie bliżej.
- Chyba wybraliśmy zły moment na odwiedziny. – za plecami usłyszałam głos Harry’ego, czego skutkiem było przerwanie naszego pocałunku. Widząc całą czwórkę w drzwiach, schowałam moją twarz w brudnej koszulce mojego przyjaciela. Sama nie wiedziałam co myśleć w tym momencie.
Usłyszałam za plecami śmiech Lou, a chwilę później Niall przytulił mnie do siebie, jakby chroniąc przed swoimi przyjaciółmi.
W mojej głowie krążyła tylko jedna myśl. Musiałam wydostać się z tego miejsca. Opuściłam bezpieczne ramiona Irlandczyka.
- Posprzątajcie tu. Ja muszę się przejść. – po tych słowach opuściłam kuchnię, a chwilę później i mieszkanie blondyna.


Dopiero kilka miesięcy później Niall opowiedział mi co działo się po moim wyjściu. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że ta czwórka posprząta kuchnie chłopaka, żeby on mógł spokojnie zadręczać się. Jednak ostatecznie tamta niezręczna sytuacja zakończyła się początkiem naszego związku.


- Kim dla siebie jesteśmy? – spytałam prostu z mostu
- Chciałbym być kimś więcej niż przyjaciółmi. – powiedział niepewnie – Nie chcę cię stracić, ale to uczucie jest silne.
Popatrzyłam na niego, nie okazują na zewnątrz tego co czułam w środku. Zgadzałam się z nim. Nie chciałam go stracić, ale chciałam być kimś więcej.
Zawstydzony i chyba smutny blondyn odwrócił swój wzrok i chciał wstać. Jednak złapałam jego dłonie i splotłam z moimi.
- Czuję się podobnie. – powiedziałam również niepewnie
Jego twarz momentalnie skierowała się w moją stroną. Oczy zaświeciły blaskiem, którego od kilku dni w nich brakowało. Teraz już miałam pewność, co było przyczyną tego ponurego Niall’a. Przysunął się do mnie i niepewnie spytał:
- Czyli mogę cię nazwać moją dziewczyną?
Pokiwałam głową wpatrując się w jego niebieskie oczy. Po chwili jednak znikły mi z widoku. Za to znalazłam się w objęciach MOJEGO Niall’a.


Będą przy Niall’u zawsze czułam się bezpieczna. Długie rozłąki nie sprzyjały byciu blisko siebie, jednak wiedziałam, że gdy będę go potrzebować on zawsze będzie przymnie. Po raz pierwszy pokazał mi to wtedy, gdy najmniej się tego spodziewałam.


Leżałam w szpitalnym łóżku wpatrując się w biały sufit. Nienawidziłam szpital, a przez własne zaniedbanie i jedną głupią kontuzje byłam tu już drugi dzień. Bardzo chciałabym mieć tu mojego chłopaka, jednak widziałam że on nie może tu być. Jego praca była ważniejsza i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie może od tak zostawić zespołu. Dlatego też nic mu nie powiedziałam. Z drugiej strony nie miałam za bardzo jak, bo moi przyjaciele nie chcieli mi dać mojego własnego telefonu. Uważali, że powinnam odpoczywać, bo właśnie przez brak tej niby tak zwykłej czynność się tu znalazłam.
Słysząc dźwięk otwierany drzwi skierowałam mój wzrok w ich kierunku. Nie potrafiłabym opisać swojego zdziwienia w momencie, gdy zobaczyłam w drzwiach osobę, której za żadne skarby nie spodziewałabym się tu zobaczyć.
- Niall? – spytałam zszokowana – Co ty tu robisz?
- Mellanie do mnie zadzwoniła. – jedno krótkie zdanie, a spowodowało kłótnię w mojej głowie czy powinnam zabić moją przyjaciółkę czy też jej podziękować.
Chłopak znalazł się obok mojego łóżka i usiadł na stojącym obok krześle.
- Powinieneś być z zespołem. – powiedziałam to, co siedziało w mojej głowie cały czas.
- Nie. – lekki uśmiech pojawił się na twarzy blondyna – Jestem tu gdzie powinienem.


Ostatecznie Mellanie została ocalona od zginięcia, a mój chłopak zabrał mnie do Londynu i opiekował się dopóki nie wróciłam do zdrowia.
Mimo wielu właśnie takich chwil, gdzie jedno z nas opiekowało się tym drugim albo po prostu byliśmy ze sobą, pojawiały się też kłótnie. Jeden okres, którego wolałabym nie pamiętać, był najgorszy. Żadne z nas nie było wtedy w najlepszy nastroju i przez kilka dni kłóciliśmy się praktycznie o wszystko. Na szczęście zakończyło się to dobrze.


Zdenerwowana i z łzami spływającymi po moich policzkach zadzwoniłam dzwonkiem, mając nadzieję że Perrie jest w domu. To było pierwsze miejsce jakie przyszło mi do głowy po wybiegnięciu od Niall’a. Moje mieszkanie nie nadawało się do schowania po kłótni, bo byłoby to pierwsze miejsce gdzie chłopak by mnie szukał.
Ku mojemu szczęściu drzwi otworzyły się chwilę po naciśnięciu dzwonka. Stanął w nich zdziwiony Malik, jednak widząc mnie i to w jakim stanie byłam wpuścił mnie do środka, a chwilę później zamknął w swoich ramionach. Próbował dowiedzieć się co się stało, jednak w chwili gdy przytuliłam się do niego dałam upust swoim emocją i rozpłakałam się na dobre. Wciąż trzymając mnie w objęciach chłopak ruszył w kierunku salonu, a ja chcąc nie chcąc podążyłam za nim.
- Co się stało? – przerażony głos Perrie dotarł do mnie w chwili gdy przekroczyliśmy próg salonu
- Nie mam pojęcia. – odparł jej Zayn, wciąż mnie do siebie przytulając
Chwilę później znalazłam się w objęciach przyjaciółki, która poprowadziła mnie do jednego z pokoi znajdujących się na piętrze. Zamknęła za nami drzwi i pozwoliła po prostu leżeć na łóżku i płakać, głaskając przy tym moje plecy. Nie pytała o nic ani nic nie mówiła. Mimo iż nie znałam jej tak długo jak Mellanie czy Cody’iego, wiedziała czego mi potrzeba.
Gdy wreszcie przestałam płakać, zmieniła swoją pozycję i moja głowa spoczęła na poduszce leżącej na kolanach przyjaciółki.
- Chcesz porozmawiać? – pytanie opuściło usta dziewczyny gdy ta odgarniała włosy, które przykleiły się do moich mokrych policzków
- Nie wiem. – odparłam odwracając wzrok
Drzwi do pokoju uchyliły się, a my obie skierowałyśmy na nie wzrok. Do środka zajrzała głowa Zayn’a,
- Mogę wejść? – spytał niepewny, ale widząc potwierdzającą odpowiedź z mojej strony wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Usiadł pomiędzy nogami moimi i Perrie, przyglądając się nam uważnie.
- Niall znów coś nabroił? – spytał po chwili ciszy, przyglądając się mojej reakcji na te słowa. Pokiwałam głową w odpowiedzi, nie chcąc o tym rozmawiać.
- Wiesz, on już taki jest. – zaczął chłopak. Perrie chciała go uciszyć, ale nie pozwoliłam jej na to, chcąc posłuchać co też mulat ma do powiedzenia. – Kocha cię i wszyscy to wiemy. Czasami po prostu nie myśli zanim coś powie albo zrobi i krzywdzi tym tych, których najbardziej na świecie nie chciałby skrzywdzić.
- Ostatnio robił to zbyt często. - po tych słowach chłopak zamilkł. Podejrzewałam, że nie wiedział co powiedzieć.
Po jakimś czasie, chciałam wyjść i pozwolić Perrie i Zayn’owi zająć się sobą, jednak żadne z nich nie pozwoliło mi tego zrobić. Ostatecznie zostawili mnie w tym pokoju, a sami poszli na dół. Wciąż leżąc i przytulając się do poduszki, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie dźwięki dochodzące z korytarza.
- Niall, nie wiem czy to dobry pomysł. – po głosie Malika mogłam poznać że był zdenerwowany. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jego słów. Niall tu jest. Znalazł mnie. Szukał mnie.
- Nie obchodzi mnie to Malik. Muszę z nią porozmawiać! – mój chłopak podniósł głos irytując się.
- Ciszej! – do rozmowy włączyła się Perrie – Patricia śpi. Przepłakała tyle czasu, że jej się to przyda. Skrzywdziłeś ją Horan. Nie wiem co się stało pomiędzy wami, bo nie chciałam nam powiedzieć, ale skrzywdziłeś ją. Jedyne co wiemy to to, że ostatnio robiłeś to zbyt często.
- Chce z nią porozmawiać. – znałam Niall’a za długo, żeby nie usłyszeć tej desperacji w jego głosie.
Martwił się. Zapewne bał się, że odejdę. Nie będąc do końca pewną swoich czynów wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi otwierając je.
- O czym chcesz rozmawiać? – nie spodziewałam się, że mój głos będzie brzmiał tak źle.
Cała trójka stojąca na korytarzu odwróciła się w moją stronę.
- Patricia… - zaczął Zayn, jednak przerwałam mu
- Dajcie nam chwilę, proszę.
Oboje spojrzeli na Irlandczyka stojącego najdalej od drzwi i ruszyli w kierunku schodów znajdujących się za nim. Mijając go, Perrie powiedziała coś do niego szeptem, tak że tego nie usłyszałam. W odpowiedzi chłopak pokiwał jej tylko głową. Gdy już oboje zniknęli na schodach Niall ruszył w moją stronę. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku przyciągając nogi do klatki piersiowej. Chłopak zamknął za sobą drzwi i stanął niepewnie kilka kroków od łóżka. Patrzyłam się na niego wyczekująco.
- Przepraszam. – powiedział i doskonale widziałam w jego oczach jak bardzo żałuję. Jednak nie mogłam tak łatwo odpuścić. Nie po ostatnich kilku dniach.
- Czemu Niall? Podczas ostatnich dni pokłóciliśmy się więcej razy niż przez całe nasze życie.
- Bo jestem idiotą. – parsknęłam słysząc to samo co usłyszałam od jego przyjaciela. Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Zayn powiedział to samo.
- Co jeszcze powiedział? – chłopak niepewnie zajął miejsce na końcu łóżka przyglądając się mojej reakcji na jego zachowanie.
- Że najpierw mówisz, a dopiero potem myślisz i dlatego czasami ranisz tych, których nie chciałbyś zranić.
- To prawda. Patricia, ja…
- Powiedział też, że mnie kochasz. I że wszyscy to widzą.
Niall spojrzał na mnie tymi cudownym oczami.
- Bo cię kocham. Jak nikogo innego na tym świecie. – niepewnie wstał, a kilka sekund później usiadł obok mnie. Spojrzałam w jego oczy, które był wpatrzone w moje, zapewne szukając w nich czegokolwiek. – Jestem idiotą, wiem to. W ostatnich dniach skrzywdziłem cię tyle razy, że dziwię się że jeszcze ze mną jesteś. I przepraszam za to, tak bardzo przepraszam. – niepewnie dotknął mojego policzkach i nie widząc odrzucenia z mojej strony, zaczął go głaskać – Ale kocham cię. I nic temu nie może zaprzeczyć ani tego zmienić.
- Niall… - chciałam coś powiedzieć, ale chłopak przyłożył mi palec do ust, uciszając mnie tym
- Wiem że nawaliłem. Nie raz. Ale wróć do mnie. Nie uciekaj. Jesteś tym kimś, kogo potrzebuję przy sobie. Nie mogę obiecać, że znów czegoś nie zrobię, ale… - nie dałam mu dokończyć. Nie zastanawiając się nad tym długo, zamknęłam mu usta pocałunkiem.


Niall po naszych kłótniach zawsze przez kilka dni obchodził się ze mną jak z jajkiem. Kiedyś gdy z nim o tym rozmawiałam, stwierdził że sam nie wie czemu to robi. Po tamtej kłótni, żadne inne nie miały miejsca przez dość długo okres czasu. Jednak następna która się pojawiła doprowadziła nas do tego, że zostaliśmy małżeństwem.


- Patricia… - zaczął, a ja słysząc jego zdenerwowany głos podniosłam swój wzrok. – Jak uciekłaś, tak bardzo się bałam że coś ci się stało. Nie mogłem znieść myśli, że nie wiem gdzie jesteś, co się z tobą dzieje. Wiem, że to głupie…
- To nie jest głupie. – wtrąciłam się w jego słowa, za co otrzymałam uśmiech
- Kocham cię i po prostu nie mogę znieść myśli, że cię skrzywdziłem, że możesz ode mnie uciec i zostawić. Nie zniósłbym czegoś takiego. Wiem, że jesteśmy młodzi, ale znam cię od dawno, bardzo dawna. – zaczynałam się trochę niepokoić tym co chłopak chce dalej powiedzieć – Myślałem o tym już jakiś czas i jestem tego tak bardzo pewny. Więc teraz muszę się zapytać ciebie. I tego się boję. Ale kochasz mnie. Pokazałaś mi to już tak wiele razy. Patricia, wyjdziesz za mnie? Wiem, że to nie jest żadne romantyczne miejsce, że nie mam pierścionka przy sobie ani nic z tych rzeczy. Ale kocham cię.
Zaniemówiłam z wrażenia i po prostu wpatrywałam się w Niall’a.
- Naprawdę chcesz mieć mnie za swoją żonę? – spytałam
- Jestem tego pewny jak niczego innego.
- Nawet kiedy jestem irytującą wersją mnie? – wciąż nie mogłam uwierzyć, że chłopak mi się naprawdę oświadczył
- Nawet wtedy. Więc jak? Zgodzisz się zostać panią Horan i matką moich dzieci?
Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa. Kiwnęłam tylko głową w odpowiedzi. Niall rzucił się na mnie, mocno przytulając do siebie. Chwilę później uniósł mój podbródek i obdarował moje usta długim, czułym pocałunkiem. Nie mając w planach przerwania go, wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku naszego tymczasowego miejsca pobytu. Gdy posadził mnie na łóżku w sypialni, a sam zaczął czegoś szukać w swojej walizce byłam lekko zdezorientowana.
- Niall, wszystko w porządku? – spytałam
- W jak najlepszym. – odparł i chyba znalazł to czego szukał bo podskoczył do góry. Chwilę później znalazł się przede mną i klęknął na jedno kolano.
- Zgodziłaś się już, ale zapytam po raz kolejny. – pudełeczko, które dopiero teraz dostrzegłam w jego dłoni zostało otwarte, a moim oczom ukazał się znajdujący w nim pierścionek. – Zostaniesz moją żoną?
- Tak. – tym razem już udało mi się powiedzieć to jedno, tak wiele zmieniające słowo. Niall wziął pierścionek w swoje palce i lekko trzęsącymi się dłońmi wsunął go na mój palec. Jak tylko skończył to robić, złapałam jego ramiona i przyciągnęłam do pocałunku. Gdy skończyło się nam powietrze nasze usta odsunęły się od siebie, jednak na minimalną odległość.
- Kocham cię. – wyszeptałam w jego usta. – Kocham ciebie i tylko ciebie.


Nasz związek nigdy nie był taki jak inne. Więc dla naszej dwójki, fakt że pobraliśmy się już następnego dnia nie był niczym niezwykłym.
Moje spojrzenie skierowało się na brzuch, gdzie spoczywały moje dłonie. Na jednej z nich znajdowały się te dwa, tak ważne pierścionki. Zawsze miałam je przy sobie. Nawet jeśli musiałam zdjąć je z palca, miały swoje miejsce na naszyjniku, który nigdy nie znikał z mojej szyi.
Wróciłam pamięcią do momentu, gdy powiedzieliśmy naszym przyjaciołom o fakcie, że wzięliśmy ślub. To zdecydowanie był dla nas obojga stresujący moment. Prawie tak samo jak ten, gdy przekazywaliśmy tą nowinę naszym rodzicom.


Przytulając się bardziej do chłopaka, który obejmował mnie w tali, przerwałam wszystkie rozmowy.
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć. – z twarzy Irlandczyka, jak i mojej nie schodził uśmiech. Dłoń, którą chłopak trzymał na mojej tali zacisnął mocniej, jakby dodając mi odwagi do powiedzenie wszystkie. Oczywiście to ja miałam być osobą która wszystko przekaże.
- Będziemy mieli małego Horana? – jak zwykle Harry miał w głowie tylko jedną rzecz.
- Nie Style’s, jeszcze nie. – wtrącił się mój mąż.
- Wzięliśmy ślub. – powiedziałam po chwili ciszy, unosząc jednocześnie dłoń z pierścionkami.
- Co? – połowa naszych przyjaciół odezwała się praktycznie w  tym samym momencie.
- Patrzycie właśnie na MOJĄ panią Horan. – mój mąż widząc, że ja nie wiem co powiedzieć postanowił się odezwać, kładąc nacisk na to, że jestem jego. Chwilę później poczułam jego usta na czubku mojej głowy. Dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać jak nic nie znaczący gest, jednak ja doskonale rozumiałam jego przesłanie. Chłopak chciał dodać mi odwagi.
- To cudowne. – pierwsza z szoku wyszła Perrie, wstając i ruszając w naszą stronę. Chwilę potem byłam już w jej ramionach słuchając gratulacji. Zachowanie dziewczyny wyrwało resztę naszych znajomych z letargu i chwilę później już wszyscy nam gratulowali. Dziewczyny oczywiście chciały dokładnie obejrzeć pierścionek zaręczynowy, który pokazałam im z wielką chęcią. Uwielbiałam go i Niall wykonał dobrą robotę wybierając ten.


Moje wspomnienia przerwał skurcz. Automatycznie złapałam się za brzuch, jednak po chwili minął. Nie przejęłam się tym jakoś bardzo, bo w ostatnich dniach skurcze już się pojawiały. Było to jedną z przyczyn, czemu Niall tak bardzo bał się zostawić mnie dziś samą. Stach przed faktem, że poród zacznie się gdy nikogo nie będzie przy mnie powodował u niego przerażenie.
Masując brzuch, przywołałam w pamięci moment gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami.


Siedziałam w gabinecie lekarza, zataczając kciukiem niewielkie okręgi na dłoni mojego zdenerwowanego męża. Czekaliśmy na wyniki moich badań, na których zrobienie to właśnie on tak bardzo nalegał. Ostatnie kilka dni nie czułam się za dobrze, byłam bardzo blada i miałam dość często zawroty głowy. Irlandczyk zauważył to i przestraszony, że coś się dzieje, sam przywiózł mnie na badania. Mimo iż sama nie wiedziałam, co mi jest, nie byłam tak bardzo przestraszona jak Niall. Widząc, że ten niewielki dotyk nie pomaga w niczym, podniosłam się z zajmowanego przeze mnie miejsca i usiadłam na kolanach mojego męża. On od razu objął mnie ramionami i umieścił swoją głowę przy moim obojczyku. Zanurzyłam jedną z rąk w jego włosach i przeczesywałam je, mając nadzieję, że to go uspokoi.
W takiej właśnie sytuacji zastał nas lekarz. Gdy ten zajął swoje miejsce, Niall podniósł swoją głowę i spojrzał na niego, jednak nie pozwolił mi wstać z jego kolan.
- Wszystko z nią w porządku? – zdenerwowanie, które udało mi się na trochę wyrzucić z głowy chłopaka wróciło bardzo szybko
- W jak najlepszy. – lekarz uśmiechał się szeroko – Przepiszę pani tylko witaminy. Musi pani teraz o siebie dbać.
Oboje z Niall’em spojrzeliśmy zdziwieni na mężczyznę.
- Co ma pan na myśli? – spytałam, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi
- Jest pani w ciąży.
Te cztery słowa to były ostatnie, jakich się spodziewałam. Niall rozluźnił swój uścisk dookoła mnie nie mówiąc nic. Odebrałam tylko receptę od lekarza i obiecując skontaktować się ze specjalistą, razem z mężem opuściłam gabinet. W ciszy szliśmy w kierunku samochodu. Nie miałam pojęcia co siedzi teraz w głowie blondyna, ale ja byłam szczęśliwa. Wsiadłam od samochodu i zapięłam pas, wciąż nie otrzymując nawet słowa ze strony chłopaka. Nie myśląc za bardzo nad tym co robię, moje dłoń znalazła się na jeszcze płaskim brzuchu, a na ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Tam w środku jest mały człowiek, człowiek którego stworzyłam z mężczyzną którego kocham.
Po chwili poczułam drugą rękę na moim brzuchu. Spojrzałam w stronę Niall’a, który to był jej właścicielem, a on przyglądał mi się z niewielki uśmiechem na ustach.
- Będziemy rodzicami. – powiedział, na co przytaknęłam mu głową – Będziesz miał najwspanialszych rodziców na świecie maluszku. – swoje kolejne słowa skierował do mojego brzucha.
Złapałam jego dłoń, wciąż spoczywająca na moim brzuchu i mocno ścisnęłam. Chłopak nachylił się i złożył czuły pocałunek na moim czole.


Usłyszałam otwierane drzwi i już wiedziałam, że moja blond włosa przyjaciółka przyjechała do mnie.
- Cześć ciężarna – zaśmiała się wchodząc do salonu, w którym siedziałam.
Uśmiechnęłam się tylko w odpowiedzi. Byłam już przyzwyczajona do nazywania mnie tak. Perrie powiedziała to raz, a Harry z Louis’em podłapali i od tamtej pory nazywali mnie tak, kiedy tylko się widzieliśmy.
Dziewczyna odłożyła swoją torebkę na stolik i usiadła obok mnie.
- Wszystko okej? – spytała przyglądając mi się – Jesteś okropnie blada.
Już chciałam jej odpowiedzieć, gdy kolejny skurcz zmusił mnie do złapania mojego brzucha. Ten był jednak mocniejszy niż wcześniejsze, a po chwili kolejny dosięgnął moje ciało. Jęknęłam czując je, na co przyjaciółka spojrzała na mnie przerażona i poczułam jej rękę na moich plecach.
- Myślę, że musimy jechać do szpitala. – powiedziałam powoli wstając.
Dziewczyna już wyjęła swój telefon, chcąc dzwonić po taksówkę gdy drzwi otworzyły się po raz kolejny.
- Jesteś tu kto? – Cody krzyknął, a chwilę później znalazł się w drzwiach salonu.
Gdy tylko zobaczył naszą dwójkę, biegiem znalazł się przy mnie.
- Co się dzieje? – mimo iż widziałam, że jest przestraszony starał się być opanowany.
- Zabierz mnie do szpitala, proszę. – kolejny skurcz dosięgnął moje ciało.
Cody pozwolił mi się na nim oprzeć i powoli prowadząc pomógł dotrzeć do jego samochodu. Za nami szła Perrie, próbują dodzwonić się do Niall’a lub Zayn’a.
Po kilkunastu minutach, podczas których ból, jaki wysyłały przez moje ciało skurcze nasilał się, znaleźliśmy się przed szpitalem. Cody wyskoczył z samochodu gdy tylko go zatrzymał i czym prędzej znalazł się przy moich drzwiach chcąc je dla mnie otworzyć. Idąc, obejmowana jego ramieniem w kierunku drzwi wejściowych usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos.
- Patricia! – chwilę potem byłam już w objęciach ukochanego. W chwili gdy się w nich znalazłam, wiedziałam już że wszystko będzie dobrze. Niall nie pozwoli żeby stało się coś złego. Nigdy nie pozwala.